wcześniejsze recenzje:
czerwiec 2005
maj 2005
kwiecień 2005
marzec 2005
grudzień 2004
listopad 2004
sierpień 2004
lipiec 2004
czerwiec 2004



/zima 2003/


/zima 2002/


/wiosna 2002/


/zima 2001/


/lato 2001/

 DHM
"Dehumanizacja?"

Noise Annoys
Ta recenzja nie będzie zbyt wnikliwa. Nowej płyty puławskiego DHM-u nie ma bowiem po co krytykancko analizować. Jest po prostu bardzo dobra! Od pierwszego, instrumentalnego numeru, do ostatniego kawałka równe, łatwo rozpoznawalne, nie pozbawione walorów komercyjnych kompozycje, o świetnych liniach melodycznych i znakomitym brzmieniu. Błyskotliwie zaaranżowane, przemyślane w szczegółach, nacechowane melancholijno-refleksyjną atmosferą, ale podane w czadowej formie. Album znakomicie broniący się jako całość, ale i kilka piosenek, które znakomicie sprawdzałyby się jako radiowe hity, gdyby nasze radio grało normalną muzykę. Rewelacyjny post-punk na miarę naszych czasów. Płyta nie tylko dla fanów polskiej nowej fali, i nie tylko dla tych, co słuchają Killing Joke, Red Lorry Yellow Lorry czy New Model Army, choć zapewne głównie w tym kręgu znajdzie odbiorców. Tak więc kto jak kto, ale czytelnicy Colda muszą ten album mieć, bo jeżeli omijają krążki takie jak ten, to nie widzę powodu, dla którego w ogóle czytają to pismo. maniak
http://dhm.serpent.pl
płyta dostępna m.in. w sklepie serpent.pl

 FEAR OF DOLLS
"Lullabies for Aborted Children"

wyd. własne
Fear of Dolls, grupa z Seattle, istnieje już przynajmniej z 10 lat, nagrała album i dwie epki, a teraz wydała drugą dużą płytę. Odkąd pamiętam, zespół sfrustrowany był brakiem wydawcy, ograniczonymi możliwościami działania i od wielu lat pozostawał na granicy zaprzestania działalności. Boję się, że po wydaniu "Lullabies..." swą działalność faktycznie zawiesi, bo nie chce mi się wierzyć, żeby album przyczynił się do zmiany losu kapeli, zbyt gotyckiej dla miłośników muzycznych poszukiwań i za bardzo rozwichrzonej dla publiczności miłującej mroczne piosenki. Co prawda według informacji zawartych na stronie formacji zespół "trudny" jest z samego założenia, bo chętnie określa się mianem "avant-garde" i przyznaje się, że bliskie mu są idee fluxusu, ale skoro tak, to nie ma co narzekać na trudy undergroundowego życia. Kibicowałem tej drużynie od początku, ale przyznam, że jestem już zmęczony jej radykalizującymi się z płyty na płytę dokonaniami. Dysonanse, noise i muzyczna rozpierducha powodują u mnie chęć natychmiastowego wyłączenia źródła hałasu, a z głębszych doznań mogących z tego wyniknąć, to co najwyżej w grę wchodziłoby wkurwienie. I pomimo że Fear of Dolls do ekstremów nie posuwa się znowu tak często, to jednak trzy kompozycje utrzymane w tym duchu to i tak stanowczo za dużo. Poza nimi otrzymujemy muzykę egzystującą gdzieś w rejonach Swans (Jarboe) spotyka Sonic Youth i Neither/Neither World i kilka piosenek faktycznie może zainteresować swą senną i niepokojącą atmosferą, ale jako całość komuś takiemu jak ja ten album po prostu nie wchodzi. Przykro mi, ale debiutancka duża płyta podobała mi się dużo, dużo bardziej. Po pierwszej epce zaczęły się schody...
maniak
www.fearofdolls.com

 MIGUEL AND THE LIVING DEAD
"Alarm!!!"

Strobelight Records
Jako bardzo blisko związany z zespołem nie powinienem pisać tej recenzji, ale nie było nikogo, komu byłbym w stanie powierzyć to zadanie. Płyta warszawskiego zespołu rozwala mnie tak jak wszystkie jego koncerty. Padam na łopatki i nie mogę zaczerpnąć tchu! Nie wiem, czy "Alarm!!!" nie jest przypadkiem jednym z najlepszych deathrockowych albumów w historii. Czy ktoś wcześniej napisał tyle świetnych melodii i zebrał je na jednej płycie? Mnie na tym albumie zachwyca wszystko: melodie, aranże, klimat, sample, produkcja, a ciary chodzą mi po plecach niemal numer za numerem. Perfekcyjny wyciąg z twórczości tak różnych kapel jak Virgin Prunes, Alien Sex Fiend, Ausgang, Misfits, Samhain, The Cramps, The Meteors, Madness, Fields of the Nephilim, Ghoultown. Perfekcyjny miks gotyku, punka, rockabilly, nowej fali z wyczuwalnym pulsem ska i elementami niczym ze spaghetti-westernów Sergia Leone. W końcu fantastyczny głos Slavika. Pokażcie mi takiego drugiego śpiewaka wśród startujących zespołów. Aż głupio mi pisać tyle pochlebstw, ale prawda jest taka, że M&TLD to jedna z najfantastyczniejszych kapel działających obecnie na świecie. Warto było przez 20 lat zajmować się tego rodzaju muzyką, żeby w końcu doczekać się czegoś tak dobrego, nie dość, że w swoim mieście, to jeszcze w wykonaniu przyjaciół! PS. Od lipca w sprzedaży album wydany przez austriacki Strobelight, na jesieni, miejmy nadzieję, polska edycja płyty.
maniak
www.migueldead.com

 MOIMIR PAPALESCU AND THE NIHILISTS
"Sport Export Pseudomusic from The Black Sea"

Manipulation Records
Nazwisko w nazwie kapeli brzmiące z rumuńska, ale product made in Czech. Muzyka na skrzyżowaniu retro-electro i electro-punka, nie pozbawiona post-punkowego zadzioru. Podkłady u Nihilists jako żywo kojarzą się z rock'n'rollowym electro-drive'em Suicide, a jeszcze bardziej z Sigue Sigue Sputnik. Klimat kompozycji oscyluje od maszynowego chłodu Gary'ego Numana poprzez maszynowe "ciepełko" Fada Gadgeta do milusińskiego nowofalowego-popu Blondie, z wyhyłkami sięgającymi aż do atmosfery nagrań The Bad Seeds. Piosenki raczej monotonne, ale melodyjne. Jednostajne rytmy i rock'n'rollowe zagrywki gitar i brzmienie jak u innych nowych electro-punkowych formacji plus pojawiający się kilkakrotnie saksofon. Zimny męski głos i ciepły i słodki wokal żeński. Fajne granie, które jednak mnie pozostawia trochę bardziej obojętnym na urok kapeli niż zachwycających się zespołem Mar(y)0 i Nerva.
maniak
www.nihilists.cz

 MORTICIA Y LOS DECREPITOS
7" EP
Kak Records
Znowu winylowa gratka dla maniaków wczesnego gotyku. Hiszpańskie trio, którego cztery nagrania pochodzące z początku lat 80. wznowiono (wydano po raz pierwszy?) na siedmiocalowej płytce. Muzyka utrzymana jak najbardziej w stylu hiszpańskiej muzyki "siniestro" nazywanej w krainie corridy również after-punkiem, czyli surowy, garażowy goth-punk o brzmieniu jak u ojców chrzestnych takiego grania, Paralisis Permanente. Trzy proste riffy, plumkający bas, dająca ognia dziewczyna na wokalu i fajne melodie. Paralisis Permanente, coś z bardzo wczesnej Siouxsie, The Adverts, X Ray Specs, 45 Grave. Ależ w tej Hiszpanii świetnie się wtedy grało! Zespołów w tym stylu były dziesiątki, szkoda tylko że tak trudno upolować dzisiaj ich płyty. Bardzo przyjemne wydanie, z licznymi zdjęciami, wkładką i krążkiem o kolorze wrzosu.
maniak
www.kakrecords.es.vg

 PINS AND NEEDLES
wyd. własne
To jedna z najfajniejszych płyt, jakie dotarły do mnie ostatnimi czasy. Uwielbiam ten kalifornijski zespół, który z niesamowitym wyczuciem i wielką klasą porusza się po terytorium, gdzie post-punk, nowa fala, gothic, punk, deathrock, a nawet minimal-electro gładko przechodzą jedno w drugie. Granie jest jak najbardziej w stylu lat 80., duch rebeliancko-punkowy, a atmosfera zimnofalowa. Bas zimno punktuje i mile mruczy w duchu szkoły Joy Division, gitara sadzi punkowe riffy lub tka pajęczynki a la The Chameleons, wczesne Sisters of Mercy i The Cure, perkusja wygrywa plemienne rytmy jak w 1919 czy UK Decay albo sprowadzona do formy szczątkowej po prostu nabija podstawowy rytm, a drapieżny wokal o niskiej barwie nadaje całości głębi, co czasem robią i nisko buczące klawisze. Do tego kapela zapuszcza się kilka razy w rejony bliskie zimnofalowemu minimal-electro sprzed ćwierćwiecza. Całość charakteryzuje się punkowym wykopem, a skojarzenia z Kommunity FK czy wczesnym Christian Death nie będą nieusprawiedliwione. Zresztą wyliczankę zespołów, które coś ze swojej twórczości odcisnęły na działaniach Pins and Needles można by mnożyć w nieskończoność. Tym charakteryzują się najfajniejsze zespoły - nie sposób opisać ich muzyki za pomocą dwóch czy trzech nazw innych grup. maniak www.myspace.com/pinsandneedles

RED EMPREZ
"Clubgirls and Poofs"
demo CDR
Polskie kapele electro już od dawna w niczym nie ustępują kapelom zza zachodniej granicy. Oto duet Red Emprez z Białegostoku, który wypuścił w świat demo, a mogłaby to być normalna płyta, wydana przez jakikolwiek specjalizujący się w takiej muzyce label, pochodzący z jakiegokolwiek cywilizowanego miejsca na świecie. Muzycznie mamy dynamiczny synth-pop zmieszany z elektro, w tempach średnioszybkich, piosenki delikatnie nawiązujące do brzmień lat 80., ale w sumie stawiające na nowoczesność. Kompozycje dość mroczne i pozbawione jakże charakterystycznego dla dużej części synthipopowców romantyzmu, choć jest i jeden wyjątek od tej reguły. Członkowie grupy przyznają się do fascynacji Depeche Mode, NIN, Marilyn Manson, Martiisem i Davidem Bowie, i część z tych inspiracji bez trudu można odnaleźć w dokonaniach duetu. Obydwaj muzycy udzielają się w kilku innych projektach, zarówno stricte elektronicznych, jak i metalowych. Kto lubi elektro z odchyłami do synthi-popu (lub vice versa) powinien ten zespół obdarzyć uczuciem. Ja cieszę się, że spełniłem recenzencki obowiązek i dopóki innym "elektronikom" nie przyjdzie na myśl zaszczycić mnie swymi dokonaniami sprawę plastikowych brzmień mam z głowy.
maniak
www.redemprez.com

 SKELETAL FAMILY
"Sakura"
Gepek Records
Zanim dane mi było zapoznać się z omawianym materiałem, najpierw musiałem nasłuchać się skierowanego pod jego adresem ciągu inwektyw, który gładko wysuwał się z ust mojego przyjaciela Nerva. Po takim wstępie spodziewałem się nie wiadomo jakiego syfu, a tymczasem okazało się, że "Sakura" to całkiem sympatyczna, fajna płytka, choć faktycznie nie przytłaczająca swym ciężarem gatunkowym.
Skeletal Family to kolejny z legendarnych gotyckich zespołów z wczesnych lat 80., który reaktywował się ostatnimi czasy. Oprócz nowej wokalistki Claire wszyscy z muzyków krócej lub dłużej grali w grupie za czasów jej świetności, a Stan Greenwood, jak to na lidera przystało, grał w Skeletal Family w każdym momencie egzystencji orkiestry ;-). I cóż? Ano nowe Skeletal Family nie jest za bardzo gotyckie ani za bardzo post-punkowe, ale trochę gotyckie i trochę post-punkowe na pewno jest. Może wszystkie kawałki nie są równie fajne, a głos Claire nie powala na kolana, ale większość piosenek jest fajna, a głos Claire na pewno w ich słuchaniu nie przeszkadza. W najlepszych momentach zespół gra dynamicznego goth-pop-post-punka, obznajmionego poniekąd z indie-popem i rzeczami bardziej tradycyjnie rockowymi, poruszając się w konwencji mrocznawej, ale łagodnie przyswajalnej. Gdy dynamicznie nie jest, a robi się bardziej folkowo i melancholijnie, to Skeletale trochę nudzą, dlatego jakby wyciąć ze trzy-cztery kompozycje płyta sprawiałyby więcej radochy. W skład balastu, którego koniecznie należałoby się pozbyć, na pewno wchodzi kower "Night Clubbing", utworu swego czasu napisanego przez Popa i Bowie'ego. Sorry, ale w wykonaniu Skeletal Family ciężko tego słuchać, a w dodatku ta koszmarna gitarowa solówka! Ogólnie nie jest źle, choć do "Promised Land" czy "Futile Combat" "Sakura" się nie umywa. Od czasu do czasu z przyjemnością albumu posłucham, co najwyżej omijając kilka kawałków.
maniak
www.skeletalfamily.co.uk

 TRANSMISSION 4
Niemiecki odpowiednik Colda, numer czwarty. Na prośbę zaprzyjaźnionego z Coldem jednego z autorów pisma, Franza Vojtecha, wspominam o tym magazynie, bo, po pierwsze, mogą chcieć go nabyć osoby znające język niemiecki i, po drugie, pismo chętnie zamieszcza materiały o polskich zespołach, a więc zawsze to potencjalne źródło dodatkowej promocji. W numerze oczywiście recenzje, artykuły i wywiady. Mamy: Ausgang, Bat Attakk, Bloody Dead And Sexy, Casual, Destroid, Die Art, Distrurbanity.Com, For Against, John-Alexander-Ericsson, Matatu-Records, My Beloved, Pink Turns Blue, The Prids, Timea, Virgin Prunes, Zacker (Zacker-Nights), Zombina And The Skeletones. Format jak Colda, cena jak za Colda, druk jak w Coldzie (tyle że layout nie robiony przez mistrza Mirta) , a do tego CDR z 17 piosenkami.
maniak
www.transmission-magazin.net

UNDYING LEGACY
"The Eye E.P."
wyd. własne
Prymitywny, surowy, oparty na zapętleniach hipnotyczny gotyk utrzymany w klimacie Bauhaus, ze skąpym, aczkolwiek nadającym się do podrygiwania jednostajnym huczącym bitem jak u March Violets, dynamiką wczesnego X Mal Deutschland i ocierającym się o industrial brzmieniem jak u Malarii. Muzyka z pozoru mało atrakcyjna melodyjnie i aranżacyjnie, ale wciągająca swą posępną transowością. "The Eye" to druga, po albumie "Tales of the Newly Breaved", płytka brytyjskiego trio. Trochę się obawiam, że w dawce pełnowymiarowej dokonania Undying Legacy mogą się prezentować zbyt monotonnie, ale omawiane tu pięć kompozycji puszczone pod rząd to łakomy kąsek. Ja to łykam bez popitki.
maniak
www.undyinglegacy.co.uk


COLD 6
Wydanie Colda 6 przesunęło się z przyczyn niezależnych ode mnie, ale mam żywą nadzieję, że gotowy drukowany numer pojawi się na początku października.



      alternative.pop


mroki.serpent.pl