recenzje:
wrzesień 2005
czerwiec 2005
maj 2005
kwiecień 2005
marzec 2005
grudzień 2004
listopad 2004
sierpień 2004
lipiec 2004
czerwiec 2004


WKRÓTCE!
/planony - III/IV 2006/


/jesień 2005/


/zima 2003/


/zima 2002/


/wiosna 2002/


/zima 2001/


/lato 2001/

 Dostępny jest już 6. numer "Colda"!
zob. szczegóły



 AMERICAN WEREWOLVES
"1968"
Fractured Transmitter Recording Company
Pierwsza płyta tej amerykańskiej kapeli horror-punkowej podobała mi się trochę bardziej, ale też nie zachwycała. American Werewolves cierpią na przypadłość 90% horror-punkowców, choć może w mniejszym stopniu niż inni. Czyli są przewidywalni w swoim grzaniu równo do przodu w oparciu o trzy riffy, nawet jeśli potrafią zaskoczyć użyciem klawiszy (najciekawsze kawałki na pierwszym albumie się tym charakteryzowały, a i na "1968" pojawiają się tego typu zajawki) albo zmianą tempa (rzadko!). Plusem dla kapeli jest też to, że w umiarkowanym stopniu podczas jej słuchania pojawiają się skojarzenia z Misfits (choć koszmarne melodyjne chórki dają się we znaki). W końcu wokalista wcale nie stara się śpiewać jak Glen Danzig (i tak by nie mógł, bo głos nie ten), co też traktuję jako zaletę. W sumie daje się tego słuchać, pomimo że jednostajność kompozycji szybko staje się męcząca (jedynka jednak była bardziej pomysłowa).
maniak
www.americanwerewolves.com

BLOODSUCKING ZOMBIES FROM OUTER SPACE
"A Night at Grand Guignol"
Fiendforce Records
Spośród kilku horror-punkowych płyt, które trafiły do moich rąk w ostatnim czasie, ta wyróżnia się zdecydowanie na plus. Być może dlatego, że mamy do czynienia z kapelą inteligentną, a nie kolejną kopią The Misfits. Bloodsucking Zombies łączą w swej muzyce różne wątki. W sumie ich piosenki bliższe są szybkiemu, punkowemu rock'n'rollowi flirtującemu z glamem, niż czystemu punkowi jako takiemu, jeśli dostrzegacie różnicę. Do tego dochodzą liczne elementy psychobilly i szczypta deathrockowego mroku. Efekt jest taki, jakby zmieszać The Brides, Brickbats, Johnny'ego Thundersa i Alice Coopera, Nekromantix, Tiger Army i The Damned. Kompozycje mimo że utrzymane w podobnych szybkich tempach i zbliżone do siebie melodycznie, to ciekawie zaaranżowane, z mnóstwem poupychanych po zakamarkach smaczków, bogactwem instrumentarium i napisane przy nieortodoksyjnym podejściu do obranego stylu. No i wykonawczo pierwsza klasa. Jak na horrorowy punk/rock'n'roll to bardzo fajne!
maniak
www.zombies.at

CATHOLIC DISCIPLINE
"Underground Babylon"
Artifix Records
Ta kapela u nas może być kojarzona raczej tylko ze swego występu w dokumentalnym filmie "Upadek zachodniej cywilizacji", którego prezentacja w drugiej połowie lat 80. wstrząsnęła rodzimymi punkami i pokrewnymi im subkulturami. No i chyba wszyscy spośród nich zwrócili uwagę na ten zespół, chociaż jego nazwy ciężko było dociec. Grupa na przełomie lat 70. i 80. razem z pokrewnymi jej art-punkowymi formacjami typu Nervous Gender, Screamers czy Castration Sqaud sporo namieszała na lokalnej kalifornijskiej scenie, choć nie była to broń dalekiego zasięgu. Niestety, po działalności kapeli nie pozostały żadne nagrania studyjne i dopiero kilkuletnie starania paru zapaleńców działających pod egidą Artifix Records doprowadziły do skompletowania archiwum wystarczająco pełnego w miarę dobrej jakości utworów koncertowych, by można było wydać omawiany CD. Jakość piosenek siłą rzeczy nie zachwyca, ale jednak warto zapoznać się z dokonaniami Catholic Discipline. Świetnie grała ta formacja. Mrocznawa nowa fala, z lunaparkowym syntezatorem, sporo punk-rocka i czający się pod powierzchnią nadchodzący deathrock. Poznając orkiestry typu Catholic Discipline czy Screamers, wie się, skąd wzięło się brzmienie The Phantom Limbs albo Weegz. Naprawdę wzorce były zacne. Na osłodę do smacznej muzyki bardzo ładna książeczka, z mnóstwem informacji, zdjęć i reprodukcjami koncertowych plakatów.
maniak
www.artifixrecords.com

CHANTS OF MALDOROR
"Every Mask Tells The Truth"
Strobelight Records
Drugi album włoskiej grupy Chants of Maldoror powoduje u mnie równie ambiwalentne uczucia, co jej debiut. Niby jest fajnie, ale całość nie zachwyca. Niby jest kilka wybitnych momentów, ale też parę razy wieje nudą. Niby są przyjemne melodie i odpowiedni klimat, ale są też kompozycje nijakie a klimat staje się czasami zbyt "rozpaćkany". Początek jest bardzo obiecujący. Charakterne kompozycje, każda po kolei wyrazista, oldschoolowe u korzeni, ale inteligentnie podrasowane nowoczesną elektroniką. Skojarzenia jak najbardziej stare, ale bez plagiatów. Nie słychać już tak wyraźnie wpływów Christian Death jak niegdyś, ale ta nazwa nie raz przychodzi do głowy. Poza tym na pewno Bauhaus, ale też często i Danse Society. Potem, gdy płyta robi się wolniejsza i, niestety, nudniejsza, parę razy pomyślałem o nowym Bloody Dead and Sexy. Atmosfera siada, ale na koniec dostajemy killera, Maldororową wersję "We Stand Alone" Ultravox. Kower nie bardzo różni się od oryginału, ale w tej piosence drzemie olbrzymia siła, co Włosi potrafili wykorzystać.
Ogólnie sympatyczna płytka, chociaż nie mistrzostwo świata…
maniak
www.chantsofmaldoror.com

THE CRIMSON GHOSTS
"Leaving The Tomb"
Fiendforce Records
Jestem wybredny, jeśli chodzi o horror-punka. Ciężko znoszę kapele bezmyślnie kopiujące styl Misfits i nie wychodzące poza podstawowe punkowe schematy: równo, szybko, do przodu i aby nie wyróżniać się od reszty. Niemiecki The Crimson Ghosts do epigonów Misfits niestety należy, ale oczywiście do mistrzostwa Amerykanów mu daleko. Płyta zrealizowana jest rzetelnie (w bez porównania lepszym studiu niż omawiany powyżej album American Werewolves), brzmienie poprawne, ciężkie, zahaczające o metal, kompozycje jedna podobna do drugiej, obowiązkowe sample z horrorów. Kto lubi powtórki z rozrywki i grzankę w stylu sprawdzonych herosów punk-rocka, doceni "Leaving The Tomb". Kto gustuje w deathrocku, czyli muzyce wielowymiarowej, gdzie przenikają się bardo różne muzyczne tradycje, ten raczej obok tej jednostajnej sieczki z melodyjnymi chórkami przejdzie obojętnie.
maniak
www.crimson-ghosts.de

EVERY NEW DEAD GHOST
"The Final Ascension - a retrospective 1988-92"
Strobelight Records
Nową serię "Essentials", mającą prezentować dokonania zapomnianych gotyckich grup z poprzednich dekad, austriacki label Strobelight Records rozpoczął od wydania retrospektywnego albumu brytyjskiej formacji Every New Dead Ghost. Zacna to była kapela, jedna z niewielu działających pod koniec lat 80., która nie spopowiała ani nie stała się klonem Sisters czy FOTN. To, że i w latach 90., już po rozpadzie, trochę ludzi poznało tę załogę, zawdzięczać można tylko i wyłącznie faktowi, że ostatni album kapeli, "An Endless Nightmare of Stations", na stałe znajdował się w ofercie prężnie wówczas działającej oficyny Nightbreed Records, prowadzonej przez byłego lidera ENDG, Trevora Bamforda.
Wydany przez Strobelight składak omija pierwszy okres działalności orkiestry, kiedy na wokalu zamiast Bonesa udzielał się Charly. Nagrania z debiutanckiego singla zostały w całości pominięte. Na płycie znalazło się za to 15 piosenek z trzech albumów kapeli i dwóch EP-ek i (co dla fanów posiadających już wcześniej całą dyskografię jest najbardziej zachęcające oprócz faktu, że płytkę wyposażono w bogato ilustrowaną i opatrzoną wieloma przypisami szesnastostronicową książeczkę) dwa klipy zrealizowane przez zespół.
Muzycznie mamy charyzmatyczny, czadowy, energetyczny goth-postpunk wyrastający ze szkoły Play Dead i Killing Joke, mogący się również kojarzyć z dokonaniami Death Cult i Red Lorry Yellow Lorry. Świetna muzyka, a ja od razu namawiam do skompletowania pełnej dyskografii. Osobiście do dziś z żalem wspominam, jak goszcząc w 1992 lub 1993 w Pradze, o kilka dni rozminąłem się z terminem koncertu zespołu, a była to ostatnia trasa ENDG. Co za pech!
maniak
www.strobelight-records.com

JESUS RODRIGUEZ
CDR, wyd. własne
Love Like Blood, Dreadful Shadows, echa Sisters, Fields, fascynacja Type O Negative. Gitarowy gotycki rock jak z połowy lat 90. w polskim wykonaniu. Drugie, nagrane cztery lata po debiucie, demo wrocławskiego zespołu Jesus Rodriguez przynosi porcję smutnej, ocierającej się o patos, cierpiętniczej, jak ja to nazywam, porozciąganej w długie formy muzyki, idealnie nadającej się dla metalowców mających się za gotów. Jest romantycznie, płaczliwie i pompatycznie, aczkolwiek na polskiej scenie "prawdziwego gotyku" roi(ło) się od grup jeszcze bardziej romantycznych, płaczliwych i pompatycznie brzmiących. Rodriguez sam z siebie nie jest najgorszy i daje się słuchać bez bólu. Najsłabszym elementem jest śpiewak, z na siłę "głębokim" wokalem, o możliwościach nie nadążających za chęciami. Do czołówki rodzimych smęciarzy wrocławianom daleko, ale swoich fanów na pewno kapela ma - bo to przecież "stuprocentowy gotyk".
maniak
www.jesusrodriguez.art.pl

LA MAMOYNIA
"Mono Ego"
Die Kraft durch die Form Records
Grupa złożona z Greka i trzech Włochów. Panowie śpiewają po angielsku i grecku. Grają elektro, ale oprócz zastosowania programingu używają dwóch basów i dwóch zestawów perkusyjnych złożonych z metalowych odpadów. Grają elektro, ale jako najbliższe sobie zespoły wymieniają Bauhaus, Joy Division i Einsturzende Neubauten. Grają elektro, ale słychać, że w duszy to punkowcy.
"Mono Ego" to drugi album stacjonującego w północnych Włoszech zespołu. Kapela gra elektroniczny minimal, utrzymany w klimacie wczesnej zimnej fali (nie bez powodu na płycie znalazł się kower legendarnego zimnofalowego Mecano), z energią charakterystyczną dla zespołów punkowych. Muzyka brzmi jak krzyżówka Fada Gadgeta, DAF, Nitzer Ebb z "That Total Age", Joy Division… Jest w tym czad, jest w tym siła, dominuje mroczny klimat. Gdyby coś takiego grano na naszych elektro potańcówkach, przestałoby być obciachem chodzenie na tego rodzaju imprezy. Ale do tego raczej nie dojdzie. Deathrockowcy szybciej poznają się na takich dźwiękach niż odziani w lateksy miłośnicy teutońskich łomotów pozbawionych melodii, uczucia, nie wspominając już o jakiejkolwiek muzycznej finezji. La Mamoynia jednak fajna!
maniak
www.lamamoynia.com

PARALITIKOS
"Alas de cuervo"
Horror Business Records (Caustic Records)
Uwielbiam tę kapelę, uosabiającą wszystko to, co zawsze było najlepsze w hiszpańskim gotyku, lokalnie zwanym after-punkiem albo bardziej ogólnie siniestro. Hiszpania w latach 80. obfitowała w zajebiste zespoły i po dość dobrym rozpracowaniu ówczesnej tamtejszej sceny nie zawaham się stwierdzić, że po USA i Wielkiej Brytanii to właśnie tam było najwięcej fajnych kapel. Co prawda w sąsiedniej Francji mrocznych zespołów było równie dużo albo i więcej, ale hiszpańska specyfika sprowadzała się do tego, że tamtejsze formacje śmiało łączyły w różnych konfiguracjach gotyk, punk, nową falę, rockabilly i muzykę garażową, gdy u wschodnich sąsiadów wyraźnie dominowała cold wave. Oczywiście numerem jeden w hiszpańskim deathrocku na zawsze pozostanie legendarny Paralisis Pemanente, ale Paralitikos to najświetniejsi działający obecnie kontynuatorzy muzycznej myśli zapoczątkowanej przez kapelę Eduarda Benavente i Anny Curra. "Alas de cuervo" to drugi album orkiestry, po wydanym w 2002 "Recopilacion de Resurreccion" zbierającym nagrania z wczesnych taśm demo. Początkowo byłem trochę zaskoczony nowymi piosenkami grupy, do pewnego stopnia pozbawionymi dawnego chropowatego brzmienia. Nie żeby od razu była tu mowa o jakimś studyjnym wychuchanym cacuszku. Paralitikos dalej jak najbardziej jest zespołem gotycko-punkowym, bazującym na garażowym, brudnym brzmieniu gitar. To po prostu lepsze studio zrobiło swoje i całość zabrzmiała bardziej selektywnie, co chociażby pozwoliło wypłynąć na powierzchnię klawiszom. Nie ma jednak co truć - Paralitikos porażają surową energią, punkowym czadem, cmentarnym nastrojem i świetnymi, chwytliwymi melodiami. Każda po kolei piosenka ma charakterystyczną linię i wchodzi w głowę jak rozgrzany nóż w masło. A nogi same podrygują. Słowo daję, że Paralitikos podoba mi się nie mniej niż Paralisis Permanentne, a to na pewno dla dowodzonej przez Ricarditiko formacji największy z możliwych komplementów. Absolutny mus dla goth-punków, deathrockowców i innych miłośników chropowatych brzmień prosto z rock'n'rollowo-postpunkowych krypt.
maniak
www.paralitikos.tk

PINK TURNS BLUE
"Re-union"
Orden Productions
Składak utworów z przełomu lat 80. i 90. klasyków niemieckiego gotyku, na którego wydanie niewątpliwy wpływ miała niedawna reaktywacja kapeli. Nagrania zawarte na albumie prezentują klasę! Elegancja i pasja wykonania, melancholijny nastrój, na którego nie wpłynęła ani skoczność, ani przebojowość co poniektórych piosenek. Zimna fala podlana od czasu do czasu dyskretną elektroniką plus żarliwy wokalista. Granie wyrastające ze szkoły Opposition, wczesnego And Also The Trees, "zimnego" okresu The Cure, a i raz czy dwa kojarzące się i z New Model Army. Spośród wymienionych wykonawców to jednak Opposition najczęściej przychodzi na myśl jako źródło inspiracji i ten trop powinien zostać wiodący dla najlepszego scharakteryzowania dokonań Niemców.
Jak udowadnia "Re-union" Pink Turns Blue to prawdziwy klasyk chłodnego grania. Wszyscy, których najbardziej porusza cold wave, powinni na własne uszy przekonać się, że ten niemiecki zespół w pełni klasyfikuje się do grona ich ulubionych formacji. O ile oczywiście nie przeszkadza im, że w tym cold wave jest trochę domieszki dark-wave.
maniak
www.pinkturnsblue.com

PSYCHOCHARGER
"Curse of the Psycho"
Rot'n'roll Army Records
Jeżeli miałbym wymienić dwie kapele, do których najbardziej pasuje określenie gothabilly, to byłyby to Cult of The Psychic Fetus i Psychocharger. Muzyka omawianej tu drugiej z wymienionych formacji to najbardziej szatańskie gothabilly, jakie sobie można wyobrazić. Średnie tempa, transowe rytmy, grobowy klimat, przygniatające, cyfrowe (tak! tak!) brzmienie, rock'n'rollowe riffy i lekko zniekształcony wokal. Psychobilly grane na sprzęcie Ministry przez deathrockowców, których sympatie sięgają od Sigue Sigue Sputnik i Suicide po zarówno muzyczne, jak filmowe dokonania Roba Zombie'ego. Piosenki wgniatające w fotel swoją motoryką i diabelskim, och jakże gotyckim, klimatem. Ciekaw jestem, czy pierwszy album tej amerykańskiej ekipy był równie dobry, ale podejrzewam, że tak. Jedno jedyne "ale" - 20 numerów to naprawdę za dużo. No i to wydanie - prosta koperta, jak płytka promo, a nie regularny album. Cóż, muzyka w pełni rekompensuje oszczędność myśli edytorskiej. Rock'n'rollowy killer!
maniak
www.psychocharger.com

SCARLET AND THE SPOOKY SPIDERS
"Pop Up Your Eyes and… Thrill!"
Cavity Records
Połączenie melodyjnego punkrocka z voodoobilly The Cramps. Włoski Scarlet and the Spooky Spiders przycinają mrocznego rock'n'rolla w najlepszym stylu. Świetne, kopiące po dupie, przebojowe kompozycje, nutka szaleństwa w głosie wokalisty, gotycko-punkowy image, horrorowate teksty. Muzyka dla punków, psychowców, deathrockowców i innych wykrętów rozkochanych w turpistycznym rock'n'rollu. Jeśli zestawienie nazw The Damned, The Cramps, Deep Eynde i Miguel and the Living Dead układa wam się w logiczną całość, to śmiało do listy dodajcie również Scarlet and the Spooky Spiders.
maniak
www.scarletspider.it

SEX GANG CHILDREN
"Song and Legend"
Cherry Red Records
"Song and Legend", absolutny klasyk gotyckiego punka, dopiero od niedawna dostępny jest na CD. Brak albumu w szerokim obiegu pozbawił całe rzesze młodzieży, która nie wykształciła w sobie zamiłowania do kolekcjonowania winyli (wstyd!) dostępu nie tylko do najlepszej płyty Sex Gang Children (choć jest co najmniej kilka w dorobku kapeli, którym niewiele do niej brakuje), ale też do jednego z najlepszych albumów w historii gotyku w ogóle.
Batcave w swej najlepszej postaci. Brudne, chropowate, punkowe brzmienie, piskliwy, obłąkańczy wokal Andiego, plemienne rytmy, cmentarny klimat. No i przede wszystkim prześwietne, przesiąknięte aurą niepokoju, kompozycje, wśród których dominuje jedna z piosenek wszech czasów, utwór z dominującą partią skrzypiec, poruszający do bólu kości "Sebastiane". Co tu dużo pisać - jeśli twierdzisz, że jesteś fanem gotyku, a nie znasz tej płyty, jesteś tylko nędznym pozerem. Ta płyta nie znudziła mi się od 20 lat. I nigdy się nie znudzi!
maniak
www.sexgangchildren.com



      alternative.pop


mroki.serpent.pl