wcześniejsze recenzje:
sierpień 2004
lipiec 2004
czerwiec 2004



/zima 2003/


/zima 2002/


/wiosna 2002/


/zima 2001/


/lato 2001/

Ostatnio nie udawało mi się przez dłuższy czas zamieszczać na stronach Colda żadnych nowych recenzji. Wszystkiemu winna nowa praca (zobaczcie: www.zine.com.pl). Nazbierało mi się przez ten czas sporo płyt, które trzeba omówić. Żyjemy w dobrych czasach, jeśli chodzi o muzykę, która nas najbardziej interesuje. Co miesiąc pojawia się kilkanaście doskonałych krążków z półki deathrock/batcave/cold wave/dark rock'n'roll itd... Po chudych latach 90. znów zaczęto fajnie grać. Tak więc słuchać jest czego. Gorsza sprawa to dostępność płyt, no i nasze możliwości finansowe, ale to wiadomo.
Cold nie umarł, co jakiś czas będę uzupełniał stronę o nowe recenzje, a wersja papierowa magazynu też w końcu wyjdzie. Na razie czytajcie Zine'a.


RECENZJE

Rozmiar: 7171 bajtów BAT ATTAKK
"The creeping teenage mutant vampires of doom coming from outer space"

demo, CDR
Przyzwyczailiśmy się, że przedrostek horror- jest nadawany zespołom punkowym, klasycznie rockowym, surfowym, psychobillowym. Tym razem mamy grupę elektroniczną rozsmakowaną w takich klimatach. Bat Attakk to niemiecki duet, który swoją muzykę nazywa spooky sci-fi-horror-synth-trash. Prosta retro-elektronika (nie bardziej zaawansowana technologicznie niż na początku lat 80. u Soft Cell czy Fada Gadgeta) bazująca na rock'n'rollowych podkładach, automatyczny rytm i zakręcone, zombiaszczo-presleyowsko-batcave'owskie wokale. Świetnie się tego słucha, podejrzewam, że niezgorzej się przy tym tańczy i w ogóle bardzo to przyjemne. Rock'n'rollowe horrorowe minimal-electro. Czy od czasów wczesnego Alien Sex Fiend ktoś tego próbował? Czekam na dużą płytę.
www.bat-attakk.com
maniak

Rozmiar: 4138 bajtów DEADCHOVSKY
"Decadence Revolution"
Manic Depression
Deadchovsky to młoda francuska załoga w stylu batcave, której członkowie udzielają się również w innych nowych ekipach podobnego typu: Sleeping Children i Trespass, a także w Malaise Rouge, zespole skręcającym w stronę synthi-pop. Deadchovsky jest fajny, ale słychać, że to grupa złożona z młodziaków, którzy bardziej chcą, niż potrafią, i którym nieco brak ogrania, żeby zrobić coś naprawdę chwytającego za deathrockową czuprynę. Muzyka Francuzów w dużej mierze opiera się na syntezatorach, programmingu i perkusyjnym automacie. Do tego dochodzi ostra gitara i wykręcony wokal, próbujący podążać ścieżkami mistrzów: Andiego Sexganga, Gavina Fridaya, czy lokalnego bohatera, Jacquya Bitcha. Efekt to wypadkowa dokonań Nevy, Cinema Strange, Tragic Black z nutką cold wave i francuskiego klimatu (ach ta imitacja brzmienia akordeonu). W sumie jest to fajne, ale przy wysypie naprawdę świetnych rzeczy, jaki ma miejsce ostatnimi czasy, Deadchovsky może liczyć tylko na miejsce w drugiej lidze (choć chwali im się, że piją polską Żubrówkę, czym szczycą się na swojej stronie).
www.deadchovsky.com
maniak

Rozmiar: 4175 bajtów FROM OUTER GRAVE
"..Tracks from the Dark Side..."

demo, CDR
Nagrania nieprofesjonalne, dokonane przy minimum środków, ale czuć w tym zespole potencjał. Włoscy horror-punkowcy mają talent do pisania chwytliwych melodii, a jednocześnie nie wpadają w jakże częstą dla podobnych grup manierę "przesłodzenia", objawiającą się głównie w cukierkowatych chórkach, które u mnie wywołują odruch wymiotny. From Outer Grave grają prosto, równo i dla każdego zrozumiale. Coś będzie z tego zespołu, ale z pełną oceną należy poczekać do profesjonalnych nagrań.
fromoutergrave@virgilio.it
maniak

Rozmiar: 5583 bajtów GOLDEN APES
"Structures (The Inner Scars)"

wyd. własne
To bodajże czwarty album niemieckiego zespołu. Przy pierwszych przesłuchaniach płyta mnie nie wciągnęła. Przeszkadzała mi chyba zbyt wielka dosłowność tej muzyki, jej uporządkowanie i zbyt grzeczne brzmienie. Ale jak to czasem bywa, po kilku odtworzeniach odkryłem tu sporo fajnych dźwięków, sympatyczny klimat i nawet przestał mi przeszkadzać głos wokalisty, który się okazał raczej naturalnie głęboki niż "typowo (śpiewam jak McCoy) gotycki". Specjalnie się nie wysilając, można by nazwać Golden Apes podróbką The Chameleons - ich muzyka jest bardzo podobna do dokonań zawartych na "Script of the Bridge", tyle że może nieco bardziej "romantyczno-gotycka", zahaczająca o The Cure okresu "Deintegration", Scream Silence, mająca w sobie coś z Joy Division (Golden Apes grają kower "Love Will Tear Us Apart"). Momentami jest to trochę zbyt ładne na mój gust i ugrzecznione, ale z kolei kiedy indziej, szczególnie w chwilach, gdy zespół daje ognia na swoich instrumentach, to muzyka sunie gładko, melodie kołaczą się po głowie i ogólnie robi się bardzo miło. Jeśli słuchać romantycznej gotyckiej muzyki, to właśnie takiej, tego jestem pewien. Klasa i elegancja.
www.goldenapes.de
maniak

Rozmiar: 8283 bajtów GUIGNOL
"Sirene"

Toast
To tylko czteroutworowa EP-ka nagrana dwa lata temu. Od tamtego czasu włoski zespół zdążył nagrać pełnowymiarowy album (premiera na początku przyszłego roku) i zagrać koncert w Warszawie. Guignol to muzyczni bracia opisywanego poniżej The Hollow Men, z tą jednak różnicą, że Włochów trochę mniej ciągnie w stronę jazzu, a bardziej w kierunku post-punka i transowego, narkotycznego grania. Mnie Guignol oczarował tak płytą, jak koncertem. W tej muzyce jest nastrój, jest radość wynikająca z wydobywania dźwięków z instrumentów, jest czad, są fajne melodie, a wszystko osadzone na bluesowo-punkowym podkładzie. Drive tej muzyki jest naprawdę porywający. Więcej o grupie, gdy wyjdzie ich duża płyta, ale już teraz zapamiętajcie tę nazwę, a kto z Warszawy, a nie był na koncercie, ten kiep! (P.S. Nie mylić zespołu z inną grupą włoską o podobnej nazwie, z nudnym jak flaki Guignol's Band).
www.geocities.com/guignolband
maniak

Rozmiar: 5100 bajtów THE HOLLOW MEN
"Live at Café Zapata"

CDR, wyd. własne
Fascynujący zespół z Berlina, grający niełatwą w odbiorze, z lekka jazzującą muzykę, w której post-punk przenika się z bluesem. Jeśli o bluesie piszemy w Coldzie, to już wiadomo, o jaki rodzaj bluesa chodzi - o tę jego diabelską odmianę, w której specjalizowali się tacy wykonawcy jak The Birthday Party, Crime and the City Solution, Gun Club itd... Na czele The Hollow Men stoi Francuz o swojsko brzmiącym nazwisku Kucharzewski, swojego czasu grający w kapeli Nikkiego Suddena (Swell Maps, The Jackobites), którego wspomaga międzynarodowa ekipa złożona z muzyków pochodzących z Kanady, USA, Irlandii i Berlina. Muzycznie The Hollow Men najbliżej chyba do trzech wywodzących się z Australii grup: Crime and the City Solution, These Immortal Souls i Once Upon a Time. Może tylko ekipa Kucharzewskiego w większym stopniu od wspomnianych Australijczyków złapała bakcyla jazzu, co szczególnie słychać w aranżach partii pianina (za instrumentem zasiada sam lider). Kompozycje The Hollow Men emanują emocjonalnym napięciem a ich ramy rozsadza z trudem okiełznywana energia. Chwile nostalgicznego wyciszenia skontrapunktowane zostają wściekłymi atakami gitarowych akordów, a wokalne narracje Kucharzewskiego przeradzają się w pełne jadu i szaleństwa pohukiwania. Niełatwa, ale jakże pociągająca i piękna muzyka.
www.thehollowmen.de
maniak

Rozmiar: 9583 bajtów INSANIA
"Out"

Redblack
Piąty studyjny album czeskiej Insanii rozwala mnie w nie mniejszym stopniu, co ich poprzednie płyty. Chyba nie ma drugiej takiej kapeli, która byłaby w stanie tak perfekcyjnie połączyć czad i melodię. Z pozoru wydaje się, że Insania jest zespołem hardcore'owo-metalowym, z wyraźnymi punkowymi odbiciami. Tak jest w rzeczywistości, ale w tej muzyce jest zdecydowanie coś więcej. Jest w tym gotycki mrok, popowa zdolność pisania chwytliwych melodii (właściwie każda piosenka grupy to hymn-przebój), jest w tym tajemnica. Jeśli chodzi o teksty i okładki płyt, to zespół konsekwentnie od pierwszej płyty buduje wokół siebie specyficzny klimat, wypełniony astralnymi podróżami, intergalaktycznymi szamanami, obcymi siłami, magią, okultyzmem, a to wszystko podaje w oparach humoru i rebelianckiego ducha. Muzycy sami nazywają siebie "grupą hardcorową, która kocha mistykę i absurd i nienawidzi moralności stada". Insania może kojarzyć się i z Dead Kennedys, i z Neurosis, ale Czesi nie zamykają się w żadnych ściśle określonych ramach - w niektórych utworach używają samplerów, nie stronią od rytmów disco i w ogóle za nic sobie mają hardcorowe standardy. Każda z płyt Insanii to perfekcyjny zbiór piosenek, w które można wsłuchiwać się non-stop, jeśli lubi się czad, mrok i dobre melodie. Ten zespół jest wielki.
www.insania.freemusic.cz
maniak

Rozmiar: 1783 bajtów JUDAH
"Cool Crap"

Small Voices
Bardzo dobra minimalna elektronika / electroclash. Judah to taki stonowany, bardziej hipnotyczny Suicide połączony z wczesnym Cabaret Voltaire. Granie bardzo oszczędne, polegające na nie kończących się repetycjach. Loopy i melodeklamacje, elektroniczne analogi i cyfrówki plus piosenki typu "Hitler Fucks Jesus". Dobre.
www.smallvoices.it
maniak

Rozmiar: 4113 bajtów KUNST
"Too Kunst"

Fatal Recordings
Berliński label Fatal Recordings specjalizuje się w wydawaniu nagrań wściekłych dziewuch. Pod skrzydłami wytwórni znaleźli się i amerykańscy deathrockowcy z Vanishing, i znana z Atari Teenage Riot Hanin Elias, i hiphopowe panny z Tara Delong, i szwajcarski kwartet Kunst. Kunst gra surową, gitarową muzykę nawiązującą do nowojorskiej sceny przełomu lat 70. i 80. No-wave'owe, dysonansowe gitary, brudne brzmienie i reminiscencje Sonic Youth ery "Sister", wczesnej Lydii Lunch i Swans z tego samego okresu. A nad wszystkim unosi się duch Velvet Underground. Niezła pozycja, ale ciężka w obcowaniu. Więcej tu sprzężeń i wyładowań wściekłości niż melodii i klimatu. Rzecz ciekawa, ale do słuchania dla przyjemności raczej się nie kwalifikująca, bo muzyka nerwowa, niespokojna i amelodyjna. Ale poziom swój ma.
www.fatal-recordings.com
maniak

Rozmiar: 4605 bajtów LEISUR::HIVE
"3 Ton Edition"

Actual Size
Trzecia płyta londyńskiego zespołu przynosi tylko sześć nagrań, ale to wielce smakowity kąsek. Dowodzony przez Dana Howlera zespół świetnie łączy intensywność i kąśliwość brzmienia z nieśpiesznym tempem i budowanym krok po kroku klimatem. Leisur::Hive gra post-punkowy gotyk, nawiązujący atmosferą i do klubu Batcave, i do dokonań zimnofalowców skupionych wokół wytwórni Factory, a momentami mogący się kojarzyć również z nagraniami byłych kolegów z Naevusa. Z jednej strony chłód sekcji rytmicznej, z drugiej zaangażowany wokal, urokliwe, z werwą grające skrzypce i energetyczne wejścia gitary. Granie nie szybkie, ale dynamiczne, nie wpadające w ucho od pierwszego słuchania, ale melodyjne. Lubię takie rzeczy, a Leisure Hive mam wszystkie płyty.
www.leisur-hive.co.uk (płyta dostępna w dystrybucji Colda)
maniak

Rozmiar: 5082 bajtów NEILS CHILDREN
"Change / Return / Success"

Soft City
Neils Children odkryłem, wertując New Musical Express. Zaskoczenie było spore, bo nie sądziłem, że dzięki temu tygodnikowi można trafić na cokolwiek nowego, a wartego uwagi (magazyn przez lata lekceważył wszystko co mroczne i post-punkowe). Ale jednak... Co prawda pismak opisywał grupę jako brzmiącą jak Gang of Four i The Cure, co jest połączeniem, które niekoniecznie by mnie nie zainteresowało, ale do sprawdzenia, jak chłopaki grają, bardziej niż opis przekonało mnie zdjęcie zespołu. Muzycy wyglądali na nim jak regularna goth-punkowa załoga z początku lat 80., a nie jak lalusiowaci zniewieściali disco-punkowcy, od których się teraz roi. No i kolejny raz okazało się, że na image'u można polegać (z czego w Polsce uparcie większość wykonawców nie chce sobie zdać sprawy). Neils Children grają tak, że wywala mnie z butów. Znakomity mroczny post-punk, z nawiązaniami do The Ruts, The Sound, Adverts, Public Image Limited, Nightingales, a jeśli jest tu coś z Gang of Four, to pozbawione gównianych funky-dodatków. Podobnie do Neils Children obecnie w Anglii gra chyba tylko jedna załoga, którą notabene lubię jeszcze bardziej od omawianego tu trio - The Eighties Matchbox B-Line Disaster. Czad, mrok, melodie, świetne riffy, ciekawy wokal. Tak trzymać, jestem fanem!
www.neilschildren.co.uk
maniak

Rozmiar: 3385 bajtów OUTOFSIGHT
Silver Charisma, CDR
Sorry, ale to jest amatorka. Rzecz dla fascynatów, którzy z braku w Polsce wykonawców zbliżonych do neofolku (może z wyjątkiem Exitu), skłonni będą wszystko, co się ociera o gatunek, uznać za swoje. Outofsight za bardzo neofolkowy też nie jest, ale podejrzewam, że właśnie takiej publice podpasuje, opierając swe brzmienie na lajtowej, najprostszej elektronice, wyciszając gitary i dając raczej szeptać niż śpiewać wokalistce o raczej nijakim głosie. Na płytce znalazło się pięć utworów, w tym przeróbki Joy Division i Death in June. Zwolennikom hasła "dobre, bo polskie" rzecz może się od biedy spodobać, reszta pokręci nosem, bo poza naszym krajem znajdzie tysiące fajniejszych wykonawców w tym stylu.
www.silvercharismarecords.prv.pl
maniak


Rozmiar: 4848 bajtów SIXTEENS
"Fendi"

Hungry Eye Records
Natykając się wcześniej na nagrania na składankach, jakoś nie do końca mnie ten zespół przekonywał. A niech mnie! "Fendi" jest absolutnie znakomitym krążkiem! Tylko cztery utwory, ale świetne. Zimna elektronika i wykręcone wokale a la Virgin Prunes. Maszynowy chłód i mroczna intensywność rodem z Batcave. Minimal-trans, syntezatory o niskim przejmującym brzmieniu i chore zawodzenia wokalistów. Zdecydowanie klimat gotycko-makabryczno-deathrockowy. Niby deathrock to muzyka gitarowa, ale nie mam wątpliwości, że takie Sixteens, pomimo że elektroniczne, każdemu miłośnikowi deathrocka jak najbardziej przypadnie do gustu.
www.realgone.org.sixteens
maniak

Rozmiar: 3257 bajtów THE TUNNEL OF LOVE
"Under Neath Are Phantoms"

CDR, wyd. własne
To trzecia płyta pochodzącego z San Francisco Jeffa Wagnera. Rzecz ładnie wydana w kartonowym pudełku, z dołączonymi tekstami, muzycznie jest równie ciekawa. Wagner porusza się w kilku stylistykach jednocześnie. Miesza rockabilly, muzykę rodem z lunaparku, nową falę, country, punka, blues, jazz, a do tego dodaje swój dość charakterystyczny wokal. Całość wypada jak skrzyżowanie Toma Waitsa, Jona Spencera, Birthday Party, Hanka Williamsa, The Cramps i Elvisa. Takie zestawienie co prawda wydaje się zachęcające, ale muzyka The Tunnel of Love na pewno nie jest tak nośna jak dokonania któregokolwiek z wymienionych wyżej artystów. Niby wszystko zagrane jest sprawnie i zrealizowane profesjonalnie, ale to nie ta liga. Brak po prostu elementu naprawdę chwytającego słuchacza w sidła muzyki. W sumie niby wszystko fajnie, ale wracać do tych dźwięków nie bardzo się chce...
www.insidethetunnel.com
maniak

Rozmiar: 2355 bajtów VANISHING
"Still Life's Are Failing"

GSL / Fatal Recordings
Znakomita druga długogrająca płyta kalifornijskiej załogi od kilku miesięcy osiadłej w Berlinie. Już samo istnienie grup takich jak Vanishing ośmiesza i odziera z pseudoundergroundowego splendoru wszystkie gwiazdki dance-punka. Wydaje się wręcz, że określenie "pozerzy" nigdy do nikogo nie pasowało bardziej niż do wszystkich tych lalusiowatych a la punkowców z The Rapture, Yeah Yeah Yeah, Radio 4 czy TV on The Radio. Vanishing tymczasem do nikogo się nie mizdrzą i nie kombinują, jak uwieść krytyków swym "nowatorstwem", jednocześnie zwiększając sprzedaż płyt. Vanishing są mroczni jak serce gestapowca, grają plemienne rytmy przemieszane z dyskotekowymi bitami, w tle pulsują chłodną, prymitywną szorstką elektroniką w stylu Suicide, a na przód od czasu do czasu wrzucają przeszywające saksofonowe sola. Grająca na wspomnianym dęciaku wokalistka raz skomli jak konająca Siouxsie Sioux, innym razem wdzięczy się niczym Cyndi Lauper. Wszystko skąpane jest w artystowsko-rebelianckim sosie wyciśniętym z jakiejś punkowej suburbii i podlane kilkoma beczkami niepokoju. Nawet jeśli to dyskoteka, to zdecydowanie w stylu danse macabre. Nie zdziwiłbym się, gdyby Amerykanie w czasie koncertów kąsali swoją publiczność. Sądząc po muzyce, spokojnie byłoby ich na to stać.
www.fatal-recordings.com
maniak

Rozmiar: 6894 bajtów WALLENBERG
"Sea of Sins"

Manic Depression
Dobry, zimnofalowy album w starym stylu, z pokaźną ilością atrakcyjnych, energetycznych, melodyjnych piosenek.
Francuski Wallenberg po raz pierwszy działał w latach 1984-88 i udało mu się nagrać kilkanaście kompozycji (z których część ukazała się na kilku składankach) oraz suportować m.in. Play Dead, Nevę i inny legendarny goth-punkowy francuski zespół, Jad Wio. Herve, lider grupy, kilka lat temu reaktywował formację, dobierając nowych muzyków, a "Sea of Sins" jest efektem pracy nowo powstałego kolektywu. No i jest fajnie. Brzmienie jest klasycznie zimnofalowe, kojarzy się z Joy Division, wczesnymi And Also the Trees, The Chameleons, The Sound, ale i zespołami trochę bardziej szalonymi - z Bauhaus czy Virgin Prunes (znakomity kawałek "Hypnotic", z gościnnym udziałem członka Jad Wio, Denisa Borteka). Kompozycje, zwykle szybkie i dość agresywne, czasem wręcz ocierają się o rock'n'rolla (to francuskim zespołom zimnofalowym często się zdarza).
Dla najzagorzalszych fanów label Manic Depression wypuścił specjalną dwupłytową wersję wydawnictwa (300 dostępnych egzemplarzy), z dodatkowym krążkiem wypełnionym jedenastoma nagraniami pochodzącymi z lat 80. Polecam.
www.wallenberg-music.com
maniak

 WEEGS
"Meat the Weegs"

Hungry Eye Records
Przykro mi to stwierdzić, ale od dawna nie mam wątpliwości, że Europa przegrywa ze Stanami, jeśli chodzi o ilość dobrych kapel działających tu i tam. Weegs jest tego kolejnym doskonałym dowodem. Zespół może kojarzyć się przede wszystkim z formacjami takimi jak Subtonix, wczesne Vanishing, Condor, Sixteens, bo na płycie dominuje brudne, wysuwające się na przód ciężkie brzmienie klawiszy, z powodzeniem usuwające gitarę i bas w cień. Z drugiej strony Weegs kojarzy mi się z The Phantom Limbs, bo przejawia podobną fascynację lunaparkowymi motywami melodyjnymi i wokalista ryczy w podobnym stylu do Hopelessa, no może tylko całość jest mniej dzika. Kompozycje Weegs często są narkotyczne, wciągające, transowe, czasami jednak kawałki przeradzają się w soniczną dysonansową rozpierduchę z połamaną konstrukcją utworów. Nawet wtedy jednak Weegs nie drażni i z zaciekawieniem słucha się ich muzyki. Oto kolejni Amerykanie, od których dalszej "kariery" nie odwrócę nawet na chwilę wzroku, a jeśliby kiedyś chcieli zagrać na Old Skull, to droga stoi otworem...
www.realgone.org/weegs
maniak

Rozmiar: 1509 bajtów DAVID E. WILLIAMS
"Hope Springs a Turtle"

Old Europa Café
Kiedyś stwierdziłem, że zawsze będę Davida E. Williamsa nazywał geniuszem noir-popu. Mam nieco wątpliwości, czy nową płytą artysta zasłużył sobie na ten tytuł. Obiektywnie rzecz biorąc, to nie jest zła płyta. To tylko ja spodziewałem się czegoś innego. Williams przyzwyczaił mnie do tego, że jego piosenki pulsowały życiem, były dynamiczne i przebojowe. Tymczasem te zebrane na nowym albumie są bardzo powolne, apatyczne i niewiele na dobrą sprawę się w nich dzieje. Wciąż jest to ładna muzyka i teksty Williamsa to wciąż te same chore historie atakujące poczucie smaku i przyzwoitości odbiorcy (stosunek księdza z ministrantem, opowieść o dziewczynie, z której rozprutego brzucha wypadają wnętrzności, itd...), ale w nowych kawałkach brak mi tej siły i witalności, które decydowały o atrakcyjności starych dokonań artysty. Zostawię sobie "Hope Springs a Turtle" w kolekcji, ale życzyłbym sobie, by na następnej płycie Williams dał czadu i podarował nam parę zostających w głowie melodii.
www.davidewilliams.com
maniak



      alternative.pop


mroki.serpent.pl