wcześniejsze recenzje:
marzec 2005
grudzień 2004
listopad 2004
sierpień 2004
lipiec 2004
czerwiec 2004



/zima 2003/


/zima 2002/


/wiosna 2002/


/zima 2001/


/lato 2001/

BAT ATTAKK
"Teratophobia"

CDR, wyd. własne
Drugie wydawnictwo niemieckiego duetu zawiera siedem kompozycji utrzymanych w tej samej co debiut luzackiej atmosferze. Chłopaki bawią się, starając się stworzyć klimat jak z tandetnych filmów grozy z lat 50. Brzmienie Bat Attakk bazuje na prostym klawiszu, gitarze i automacie perkusyjnym. To, że tej muzyki dobrze się słucha, sprawiają fajne, horrorowate wokale, które dają kopa utworom opartym na minimalnych podkładach. Prawdę mówiąc, po dwóch płytkach wydanych przez zespół mam wątpliwości, czy formuła obrana przez muzyków jest w stanie ich dokądkolwiek zaprowadzić. Kompozycje, same w sobie niezłe, i w liczbie trzech-czterech naraz mogące się podobać, w większej dawce okazują się zbyt mało urozmaicone, oparte na tych samych patentach, czyli po prostu zbyt podobne do siebie. Jeżeli Bat Attakk sobie poradzą z tą jednakowością, będzie dobrze.
maniak
www.bat-attakk.com

Rozmiar: 3352 bajtów CORVUS CORAX
"Seikilos / Gaudia Vite Live"

2CD Staupa Musica
Elegancka muzyka średniowieczna na kilka perkusyjnych kotłów i kilka par dud w wykonaniu podstawowej niemieckiej grupy z kręgu pop / darkwave parającej się muzyką średniowieczną. Zespół wystartował w 1989 roku i od tamtej pory wydał co najmniej z 10 albumów, kilkakrotnie zmienił skład, a także stworzył swoje alter ego w postaci chyba nawet już popularniejszej od samego Corvus Corax formacji Tanzwut (brzmiącej jak Corvus Corax zmieszany z Rammstein).
Czuć, że to, co Niemcy robią, robią z pasją. "Seikilos" rzadko co prawda porywa perkusyjnymi galopadami i jest albumem mocno wyważonym w nastroju, ale zawarta jest na nim solidna porcja mocno brzmiącej z racji rozbudowanego instrumentarium (pięciu dudziarzy, trzech bębniarzy) średniowiecznej, tradycyjnie brzmiącej muzy. Zastanawiam się tylko, jako że jest to trzeci studyjny album grupy, który słyszę, czy i pozostałe płyty Niemców zawierają tak podobny materiał. No, ale miłośnikom takiego grania pewnie nigdy nie za wiele.
Drugi krążek zestawu zajmuje zapis koncertu z 2002 roku oraz zbiór zdjęć, prywatnych filmów wideo i "książek" (ponad 50 stron tekstu) o grupie. Niestety, z powodu braków sprzętowych nic z tego nie zdołałem obejrzeć, ale jeżeli Corvus Corax wciąż gra takie koncerty jak za czasów pochodzącego z 1998 roku albumu "Live", to rzecz jest jak najbardziej warta uwagi. Corvus na żywo to była nieokiełznana bestia, a muzyka ansamblu, przypominam, że bazująca na akustycznym instrumentarium perkusyjno-dętym, miała w sobie więcej dzikości niż wyziewy metalowców spod znaku odwróconego pentagramu. Więc jeśli nie można obejrzeć Corvus Corax na żywo, warto chociaż na filmie.
maniak
www.corvuscorax.de

Rozmiar: 5992 bajtów DEEP EYNDE
"Shadowland"

Disaster / People Like You
Deep Eynde kapelą zmienną jest, ale to jedna z fajniejszych formacji z kręgu tych łapiących się do worka z napisem "deathrock". "Shadowland", najnowszy album zespołu, różni się od poprzednich dwóch krążków Kalifornijczyków. Najkrócej muzykę na nim zawartą można określić jako punk rock. Deep Eynde zawsze miało dużo wspólnego z tą muzyką, ale główny nacisk w kompozycjach orkiestry położony był na nieco inne wątki. Słuchając najnowszej płyty, nie ma jednak wątpliwości, że obecnie muzykom najbliżej do tradycyjnego, przebojowego, punkowego grania. I dobrze, bo kwartet gra po mistrzowsku, jego kompozycje iskrzą energią, melodiami i kopią po dupie nostalgiczno-mrocznawą atmosferą, której nie powstydziliby się The Damned. Zespół zaczyna dwoma znanymi już z poprzednich wydawnictw utworami, potem pruje równo i punkowo do przodu, by w przedostatnim utworze, "Don't Walk Away", nawiązać do gotycko-rockabillowo klimatu poprzedniego krążka, "Suicide Drive", a w ostatniej kompozycji, "Mr. Gulit", powrócić do rockowo-kabaretowych sytuacji znanych z debiutanckiego albumu "City Lights". "Shadowland" to świetna płyta, bez słabych momentów, absolutnie warta polecenia wszystkim, którym gotyk nie przeszkadza w punku, a punk w gotyku.
maniak
www.deepeynde.com

Rozmiar: 4554 bajtów FRUSTRATION
MCD
Manic Depression
Francuzi przeżywają ostatnio wysyp świetnych nowofalowych i gotyckich grup, a Frustration to chyba spośród nich wszystkich najfajniejsza (choć Tchiki Boum wzbudza we mnie nie mniejsze emocje). Zespół tworzą muzycy doświadczeni, i to słychać. Soczysta, agresywna, garażowo brzmiąca, brudna muzyka z nawiązaniami do czasu, gdy punk świetnie miksował się z nową falą. Inspiracje: Warsaw i Joy Division, Wire i The Fall, oraz grupa, której kower Frustration wykonuje - Crisis, dark-punkowy band, w którym startowali Tony Wakeford i Douglas P, zanim utworzyli Death in June. Granie charyzmatyczne, z nerwem, z dosadną melodyką i dość ponurym nastrojem. Zdecydowanie polecam.
maniak
www.manicdepressionrecords.com

Rozmiar: 5811 bajtów HUMAN DISEASE
"Our Flesh Deception"

Strobelight Records
W jakiś przedziwny, tajemniczy sposób włoskie zespoły na ogół brzmią bardziej romantyczno-melancholijnie niż grupy z innych rejonów świata. Human Disease nie jest wyjątkiem. Grupa gra bardzo elegancką gitarową muzykę, oscylującą między klimatami Christian Death z "Wind Kissed Pictures", wczesnego Mephisto Waltz a The Cure z "Pornography". Jest raczej leniwie i dość ulotnie, choć nie brakuje na płycie ostrzejszych, bardziej czadowych momentów, nawet jednak w tych szybszych piosenkach zespołu nie opuszcza wszechobecna aura nostalgii. Album jest przejrzyście, wielce przestrzennie zrealizowany. Słychać każdy pojedynczy dźwięk gitary czy keyboardu. Świetna produkcja, dekadencki klimat i równe kompozycje. Nie sposób Włochom właściwie niczego zarzucić, ale jakoś ta płyta nie buja mnie tak, jak powinna. Może po prostu muzyka na niej zawarta jest trochę za smutna jak na moje aktualne oczekiwania. Ogólnie niewątpliwie warto sprawdzić samemu, bo Human Disease trzyma wysoką formę.
maniak
www.human-disease.com

JOY DISASTER
demo CDR
Joy Disaster to fajna nowa francuska kapela, stworzona przez muzyków z wieloletnim doświadczeniem, współtworzących wcześniej nowofalowe grupy takie jak Rescue, Endorphine i Palinka. Trio gra gitarowo - przebojowo, rytmicznie i mrocznie. Sami członkowie zespołu nazywają swoją muzykę punk-rockiem, ale oczywistym jest, że określenia gotyk albo cold wave byłyby tu bardziej odpowiednie. Joy Disaster podąża drogą wczesnego Interpolu, belgijskiego Spiral of Silence, niemieckiego Fallen Apart czy brytyjskiego Altered States, za główny punkt odniesienia przyjmując Warsaw, czyli pierwsze wcielenie Joy Division. Melodie i żywe tempo to podstawowe atuty kompozycji Francuzów. W tej muzyce jest wiele mocji i mnóstwo energii, a także odpowiednio duże złoża nastroju. Nic nowego, ale to solidne, atrakcyjne dla fanów mrocznej gitarowej nowej fali granie. Warto zwrócić uwagę.
maniak
www.joydisaster.com

 KEVIN K
"Mr. Bones"

Realkat Records
Kevin Kalicki nigdy nie ma dość. Oto kolejny album jednego z najbrzydszych w historii rocka wykonawców (sorry, Kevin), tym razem sygnowany tylko nazwiskiem frontmana, a nie nazwą The Real Kool Kats. Ci, którzy byli na którymś z polskich koncertów formacji, doskonale wiedzą, czego spodziewać się po nowym albumie, bo skoro K gra w tym samym stylu od blisko trzydziestu lat, co mogłoby się nagle zmienić? Na "Mr. Bones" otrzymujemy opartą na gitarowych, mocnych riffach punkowo-glamową muzyczkę, czyli w skrócie mówiąc soczystego rock'n'rolla. Kevin trochę kombinuje, wstawiając podkład elektroniczny do jednego z numerów lub grając akustyczną balladkę, ale ogólnie jest jak być powinno - ostro chodząca gitara powtarzająca te same dwa-trzy akordy, równo pracująca sekcja i melodyjne wokale. Miło się tego słucha.
maniak
http://kevin.k.realkoolkats.free.fr, www.kevink.serpent.pl

Rozmiar: 6481 bajtów THE KOFFINS KATS
"Inhumane"

Psychobilly US
Dopiero co pisałem recenzję EP-ki tego amerykańskiego zespołu, a już jest jego album. I od razu nasuwa się refleksja, że gdyby płyta była trochę krótsza, gdy zrezygnowałoby się z kilku kompozycji, odbiór całości nabrałby innego wymiaru, i wtedy ten bardzo dobry album mógłby być genialny. Ale nie narzekam. The Koffin Kats czasami grają bardziej po punkowemu, czasem są bliżsi klasycznemu rock'n'rollowi, czasem ocierają się o gothabilly, ale zawsze ich muzyka jest szalenie melodyjna i energetyczna. Podstawowymi atutami zespołu są śpiewak i gitarzysta. Wokalista ma mocny, aksamitny głos, z gatunku tych, które sprawiają, że kobiety dostają gęsiej skórki, gitarzysta natomiast ma dar do układania wpadających w pamięć i nadających charakteru kompozycjom partii swojego instrumentu. W najwspanialszych momentach albumu, i tu przede wszystkim muszę wymienić "She's Deadly", "Meltdown" i "Purgatory", The Koffin Kats brzmią jak kwintesencja wszystkiego co najlepsze w The Damned i Deep Eynde. I niech to porównanie służy za najlepszą rekomendację.
maniak
www.thekoffinkats.com

Rozmiar: 8124 bajtów THE METEORS
"Psychobilly"

People Like You
Ten album brytyjskich klasyków psychobilly jest bodajże trzecim od końca i ukazał się dwa lata temu, ale wspomnieć o nim koniecznie trzeba. Po pierwsze, w opinii fanów to jeden z najlepszych krążków drużyny. Po drugie, to podobno najmroczniejsza płyta Angoli. Przyznam, że osobiście znam zaledwie kilka produkcji The Meteors, a ponieważ kapela brzmiała zawsze dla mnie za bardzo lajtowo (choć kilka fajnych numerów zawsze mogłem na jej wydawnictwach wyhaczyć), to niespecjalnie chciało mi się zagłębiać w jej wszystkie dokonania. "Psychobilly" to jednak strzał stuprocentowy. Fantastyczne melodie plus cmentarny klimat i jeden za drugim same upiorne killery - od najfajniejszego jak dla mnie i najbardziej przebojowego utworu "King Vlad", po zamykający całość "U Ain't Right". Jeżeli nie dane wam jeszcze było spróbować psychobilly, to to jest doskonała płyta, żeby zacząć. Swoją drogą ten krążek nazywać się powinien "Gothabilly".
maniak

Rozmiar: 4112 bajtów POTENTIA ANIMI
"Das Erste Gebet"

Staupa Musica
Potentia Animi należy do dość obszernego grona niemieckich zespołów zafascynowanych średniowieczną muzyką europejską. Z tym, że chodzi tu o frakcję, której bliższa jest ludowa tradycja ekstatycznych pląsów podczas świątecznych biesiad niż pełna nabożeństwa i mistycznego natchnienia muzyka rodem spod katedralnych kopuł.
Muzycy tria głoszą, że są zakonnymi braćmi, którzy nieco zboczyli ze ścieżki cnoty, czemu dowodzić mogą zdjęcia napastowania jakiejś całkiem ponętnej blondynki przez jednego z braciszków, widoczne w środku książeczki. Humor Niemcom dopisuje, a i muzyka niezgorsza, nawiązująca, ale i nie tak znowu bliska średniowiecznym wzorcom. Co prawda dudy i bęben chodzą w podstawie wielu spośród utworów, a minstrelskie lub chorałowe wokale wyznaczają melodykę prawie wszystkich kompozycji, to pełno tu mniej i bardziej wysuniętej do przodu elektroniki, wsamplowanych głosów, gitar i innych zdecydowanie współczesnych wtrąceń. Całość jest gładka, czysto brzmiąca i nie przeszkadzająca. Jako pop w zupełności do zaakceptowania, aczkolwiek żadnych ekstatycznych densów przy Potentia Animi wyczyniać się nie da.
maniak
www.potentia-animi.de

Rozmiar: 5377 bajtów THE STRANGLERS
"Norfolk Coast"

Roadrunner / Metal Mind
Album ukazał się bodajże na początku zeszłego roku i dość łatwo było go przeoczyć lub zlekceważyć, bo któż mógł przypuszczać, że The Stranglers nagrają jeszcze kiedyś coś godnego uwagi. W końcu od wydania "Aural Scalpture" minęło 20 lat, a to ostatnia premierowa płyta zespołu, która w opinii większości miłośników grupy warta jest tego, by ją mieć w kolekcji. Lata mijały, zmienił się skład, a tak stare, jak i nowe pokolenia słuchaczy gustujących w nowej fali zasłuchiwały się tylko w pierwszych kilku płytach brytyjskiego zespołu, lekceważąc jego późniejsze dokonania. "Norfolk Coast" może jednak natchnąć nową nadzieją. Nie, nie jest to płyta powalająca. Zaczyna się co prawda oszałamiająco, tytułowym, agresywnym i szalenie przebojowym utworem, ale potem, tak w okolicy połowy albumu, napięcia zdecydowanie siada. Nic to, bo i tak otrzymujemy kilka świetnych, wpadających w ucho piosenek, których po prostu miło się słucha. The Stranglers z jednej strony czadzą, niemal jak na początku działalności, a z drugiej pozostają przebojowym, pop-rockowym bandem, takim jak na płycie "Aural Scalpture". Czyli w sumie klasa i dojrzałość, a w kilku momentach niemal młodzieńczy entuzjazm. Przebłysk dawnego geniuszu po dwudziestu latach błądzenia - to należy docenić.
maniak
www.stranglers.net



      alternative.pop


mroki.serpent.pl