wcześniejsze recenzje:
maj 2005
kwiecień 2005
marzec 2005
grudzień 2004
listopad 2004
sierpień 2004
lipiec 2004
czerwiec 2004



/zima 2003/


/zima 2002/


/wiosna 2002/


/zima 2001/


/lato 2001/

 AUSGANG
"Licked"

wyd. własne
Kultowa brytyjska goth-punkowa kapela z początku lat 80. powróciła i oto pierwszy owoc jej reaktywacji. Co prawda na osiem nagrań tylko trzy są premierowe, ale te niepremierowe znają tylko szczęśliwi posiadacze winyli: albumu grupy "Manipulate", minilongplaya "Los Descamisados" i epki "King Hell". Trzy nowe utwory są równie dobre co stare nagrania Ausgang. Płytę zaczyna jeden z utworów wszech czasów, "I Wanna Be Your Dog" z repertuaru The Stooges. Ausgang wykonuje go w sposób niezbyt daleki od oryginału i numer iskrzy energią. Potem jest "Big Big Love", mocny, rockowy song, dość bliski stylistyce The Stooges albo np. The Bomb Party, czyli gotyckiej załogi z lat 80., wyraźnie zafascynowanej mocnym gitarowym graniem przełomu lat 60. i 70. i motorowymi subkulturami. Trzeci z nowych numerów, "I Fear The Fear" to Ausgang w najlepszej formie, zupełnie jak za swych młodzieńczych lat. Świetna piosenka, ze wspaniałym powtarzającym się przewodnim motywem gitary. Ah, żeby tak móc jeszcze zobaczyć Ausgang na żywo.
maniak
www.ausgang.co.uk

 BLACK ICE
"Terrible Birds"

Hungry Eye Records
Po rozpadzie The Phantom Limbs pozostało nam tylko Black Ice, zespół, w którym grają Skot B i Stevensom Sedgwick, byli muzycy Phantomów. Z tym, że to "tylko" to może być aż "aż", bo Black Ice to znakomita kapela, z płyty na płytę nieco inna, ale zawsze równie interesująca. Po sidierowej epce i winylowym minilongplayu "Eve" przyszedł czas na dużą płytę. Kompozycje, które się na niej znalazły, nie są ani za ostre, ani za powolne. Dominują średnie tempa, potępieńczy wokal Miss Kel wybija się na przód, a instrumenty tworzą pełen niepokoju podkład, z połamanym bitem perkusji, głęboko rozwibrowanymi organami i wyważoną grą gitar. Ta muzyka może wywoływać grozę swą atmosferą. Uwielbiam takie pobudzające zmysły, nie dające ukojenia granie, kojarzące się nastrojem z najlepszymi horrorami. Bomba!
maniak
www.mungaso.com/blackice

 BLOODY DEAD AND SEXY
"Narcotic Room"

Alice In...
Na debiutanckim albumie BD&S były trzy mordercze kompozycje, tymczasem na drugiej płycie kapeli przynajmniej pięć pierwszych piosenek to prawdziwe killery. Przy okazji debiutu Niemców śmiało ich nazywałem, nawet jeśli nie wprost, to w domyśle, plagiatorami Christian Death. Tymczasem słuchając "Narcotic Room" takie stwierdzenie w ogóle nie przyszłoby mi do głowy. BD&S poszli zdrowo do przodu, a ich najnowszy krążek to absolutnie mocna rzecz. Powtórzę, że pięć pierwszych utworów jest fantastycznych! Świetne melodie, świetne partie gitary, narkotyczny klimat. Cała płyta skąpana jest w oparach haszyszu i opium. Dość dynamiczna, ale przy tym senna, powolna. Leniwe wokale, słowa wyśpiewywane jakby w stanie połowicznego odurzenia, wyrywane z ust jakby w półletargu. Gothic-punk w dekadenckim stylu. Trochę szkoda, że drugą część płyty wypełniają kompozycje nieco mniej wyraziste, już nie tak frapujące jak pierwsze zawarte na wydawnictwie piosenki. Klimat jednak jak najbardziej pozostaje ten sam. Dobra robota. Jeśli tak dalej pójdzie, to trzeci album kapeli będzie mistrzostwem świata.
maniak
www.bloodydeadandsexy.de

 THE BRIDES
"The Brides"

Hell's Hundred Records
Kolejna deathrockowa kapela o własnym stylu, jak dotąd niespecjalnie zauważona przez kalifornijską i europejską scenę, co jest co najmniej dziwne, zważywszy jak oryginalną i przebojową muzykę wykonuje i od ilu lat działa. Omawiany album jest debiutancką dużą płytą nowojorskiego zespołu, ale formacja wydała wcześniej 6 epek, a jej muzycy dodatkowo dwa albumy w projektach pobocznych. Natomiast zanim The Brides zostało powołane do życia, połowa grupy współtworzyła jeden z pierwszych zespołów nowego deathrocka, The Brickbats (na koncie trzy albumy), a grająca na klawiszach Julia Ghoulia śpiewała w brazylijskim gotyckim zespole The Sleepless (na koncie jedno mini cd). A jak gra The Brides? Bardzo rock'n'rollowo, bardzo przebojowo i bardzo czadowo. Ostra gitarowa jazda i melodyjne wokale plus dodające całości charakteru pięknie wpisane w stylistykę kompozycji klawisze. Trochę mamy tu specyficznie pojmowanego gotyku, trochę garażowego popu i rock'n'rolla z lat 60., trochę beatlesowskich harmonii i punkowych temp, a wszystko podane bezpretensjonalnie i na wielkim luzie, zupełnie jak niegdyś u The Brickbats (choć jak dla mnie The Brides są dużo lepsi niż ich protoplasta). Gdyby jeszcze płyta nie była taka długa, byłoby idealnie.
maniak
www.thebrides.net

EVA O - MZ O AND HER GUNS
"Damnation / Salvation"

Alice In...
Eva O., niegdyś członkini zespołu-protoplasty deathrocka i ruchu rrriot girls, Super Heroines, później działająca w Christian Death i współtworząca Shadow Project, na swych solowych płytach nigdy mnie nie zachwycała. W sumie może to trochę dziwne, bo nagrania na nich zawarte często nie różniły się w jakiś radykalny sposób od tych z repertuaru Shadow Project, ale jednak coś było nie tak. Nowa płyta Evy i jej nowego zespołu również nie rzuca mnie na kolana. Siedemdziesiąt minut muzyki na jednym krążku to trochę za dużo, tym bardziej gdy bazuje ona w dużej mierze na metalowych riffach gitar. Ale mniejsza nawet o metalowe wpływy, gdy same kompozycje niespecjalnie są zapadające w pamięć; rozciągnięte, mało piosenkowe, a za bardzo narracyjne, obliczone na prezentowanie długich tekstów pani O, od lat propagujących idee Jezusa Chrystusa, z tym że w sposób daleki od szkółki niedzielnej. Płyta jednak broni się apokaliptycznym klimatem, brzmieniem i kilkoma kompozycjami bardziej melodyjnymi czy mocniej czadowymi, na przykład całą swą końcówką z "Not Seen", "Rumors of War" i "Revelation". Generalnie nie jest to zły album, ale raczej przypasuje on trad-gothom i metalowcom niż fanom deathrocka.
maniak
http://evao.com

 KEVIN K AND THE REAL KOOL KATS
"Perfect Sin"

Full Breach Kick
Album, który nowojorsko-francuski zespół zdążył nagrać pomiędzy dwoma trasami w Polsce. Rock'n'roll oczywiście rządzi, ale znalazło się miejsce i na dylanowską w duchu balladę "Sometime", i na country "Hanging on the Eight Ball", i na cow-punka "Hey Is Dee Dee Home?". Poza tym piosenki przypominają dokonania The Ramones, Johnny'ego Thundersa oraz dwukrotnie ocierają się o gotycko-rock'n'rollowy zadzior Lords of the New Church, a życia kilku kompozycjom dodatkowo dodają wspaniałe partie saksofonu. Cóż, naprawdę lubię dokonania Kevina Kalickiego i spółki, a ta płyta podoba mi się chyba jeszcze bardziej niż poprzedni krążek zespołu. Koncerty formacji też należą do udanych, a niektórzy z muzyków mają przecież prawie szósty krzyżyk na karku. To jest żywotność! A jeśli muzykę do samochodu, to na pewno taką jak ta.
maniak
www.kevink.serpent.pl

 MISTER MONSTER
"Over Your Dead Body v2"

Hell's Hundred Records
Drugi album, po płycie Empire Hideous, z deathrockowego labela Hell's Hundred Records, będącego pododdziałem specjalizującej się w mrocznej elektronice i eterycznym darkwave nowojorskiej wytwórni Middle Pillar. Zresztą album będący wznowieniem, bo omawiany materiał ukazał się wcześniej, o ile mnie pamięć nie myli, nakładem własnym zespołu. Sympatyczna płytka, ale na pewno nie dla każdego. Mister Monster gra łagodnego horror-punka, którego brzmienie rozmiękczone zostało ultramelodyjnymi wokalami, utrzymanymi w stylistyce "grzecznych" pre-rock'n'rollowych młodzieżowych zespołów z lat 50. Mieszanka dziwna i niespotykana, a z deathrockiem mająca tyle wspólnego, oprócz kilku mroczniejszych, bliskich Misfits, kompozycji, że okraszona horrorowymi tekstami. Wokale w punkowych momentach przypominają śpiewanie The Ramones, ale w większości przypadków bliższe są stylistyce "ładnego", "bezpiecznego" rockabilly z czasu sprzed pojawienia się Elvisa. Jest w tym niewątpliwie pewien urok i mnie osobiście płytka dość się podoba, ale zdaję sobie sprawę, że przez zdecydowaną większość czytelników Colda takie granie może być potraktowane tylko jako ciekawostka.
maniak
www.boowop.com www.middlepillar.com/monster

 NIGHTMARE OF THE ELF
"Graveyard Dance Party"

wyd. własne
Dziwaczna, odjechana nowa fala z Kalifornii, flirtująca z motoryką funky, ale bazująca na automatycznych podkładach jak w disco-punku, z tym że o rytmice bliższej transom voodoo niż tępemu dyskotekowemu bitowi. Trio Nightmare of The Elf momentami brzmi jak Bauhaus, momentami jak Oingo Boingo, chwilami jak A Certain Ratio, a jeszcze kiedy indziej jak Devo, a mi osobiście kojarzy się jeszcze z fajną gotycką kapelą z lat 80., Bonemen of Barumba. Jest na "Graveyard Dance Party" w końcu co najmniej jeden numer, gdzie Kalifornijczycy grają po prostu funky, zapominając o nowej fali. Niezła jest ta muzyka, interesująca, i kilka kompozycji jest naprawdę bardzo fajnych, ale jako całość płyta nie do końca wciąga. Może kilku utworom brak wyrazistości, i w tym tkwi problem, ale nawet jeśli kompozycje bywają nieco słabsze, to i tak utrzymane są w niepowtarzalnym, własnym stylu, a to już wiele. W sumie klimat jak z końca lat 70. i słychać, że muzycy mają dusze artystów, a figle z rockową konwencją nie są im obce.
maniak
www.nightmareoftheelf.com

NOT MOVING
"Land of Nothing"

Area Pirata
Ależ to przyjemność odkrywać takie kapele! Poszukiwania zespołów jak ten zajęły mi połowę lat 90., kiedy to dobrej nowej muzyki było jak na lekarstwo, więc pozostawało dużo czasu na zgłębianie dorobku lat 80. Teraz, w dobie wysypu świetnych zespołów na archiwalia zostaje mało czasu, ale o muzyce sprzed dwóch dekad nigdy nie należy zapominać! Not Moving to włoski zespół działający w pierwszej połowie lat 80., a "Land of Nothing" to jego pierwszy MLP, który, o ile dobrze zrozumiałem włoskie napisy na okładce, teraz został wydany po raz pierwszy, i to w oryginalnie przewidzianej formie, czyli tylko na winylowym longplayu. Not Moving to odkrycie! Dla mnie to najlepsza włoska grupa, jaką do tej pory dane mi było poznać. Na "Land of Nothing" mamy sześć utworów będących znakomitym miksem voodoobilly spod znaku The Cramps, garażowego mrocznego blues-goth-punka spod znaku wczesnego Gun Club i klimatów batcave a la Bone Orchard i Sunglasses After Dark. Dla szczególnie zainteresowanych dodam, że Not Moving w latach 80. wydali jeszcze dwa single, LP i MLP. Znowu jest czego szukać.
maniak
www.areapirata.com/NotMovingHome.htm

 LA PESTE NEGRA
"Dreaming Demons"

wyd. własne
Scena hiszpańska to temat na osobny, duży artykuł. Dość powiedzieć, że poza Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią to właśnie w Hiszpanii znajdzie się najwięcej fajnych kapel z pogranicza punka, gotyku i nowej fali. Pomimo że teraz nie ma ich tak wiele, w latach 80. było tego zatrzęsienie. No, ale La Peste Negra to grupa jak najbardziej współczesna, a to o jej debiucie mowa. Sześcioutworowa epka "Dreaming Demons" ma wykręcony, psychodeliczno-horrorowaty klimat. Tych piosenek słucha się jak odgłosów nocą w nawiedzonym domu. Potępieńcze pomrukiwania, emanujące grozą głosy, teksty o duchach, zakręcone, dziwnie harmonicznie ustawione partie instrumentalne. Bardzo niepokojąca atmosfera. Zresztą w utworach ponoć wykorzystano złapane w eterze przez zajmujących się tym specjalistów głosy umarłych. Brrrr!
W sumie La Peste Negra jest równie fajnym zespołem, co również pochodzący z Barcelony, zaprzyjaźniony z kapelą Quidam, ale trochę bardziej dziwacznym, no i bliższym naszemu sercu, bo wokalistka Eva gościła w Warszawie na koncercie Miguela i Phantom Limbs i od tamtego czasu rozsławia Polskę, jak może :).
maniak
www.lapestenegra.tk

 QUIDAM
"Barking, Mewing, Hissing, Mocking"

wyd. własne
To zakrawa na paranoję, a może to po prostu mój bezkrytycyzm, ale podobają mi się prawie wszystkie nowe płyty dające się wrzucić w przegródkę deathrock. Z biegiem czasu na pewno okaże się, że niektóre spośród nich warte są słuchania tylko od wielkiego dzwonu, do innych natomiast będę wracał często, ale przy słuchaniu na świeżo te płyty naprawdę mnie przekonują. Płyta barcelońskiego Quidam też w pełni mnie przekonuje. Katalończycy grają żywą, energetyczną muzykę, odnoszącą się do Christian Death, zespołów z Batcave, wczesnego The Cure, do dokonań hiszpańskich goth-punków z lat 80., czyli Paralisis Permanente czy Anny Curra, w końcu za sprawą troszkę operowego, panicznego wokalu Whitby znajduję podobieństwa do Niny Hagen lub Leny Lovich. A nad całością unosi się klimat horroru. Fajne to, całkiem oryginalne. A jak Katalończycy brzmią na żywo, ciekawi będą mogli się przekonać w grudniu na kolejnym Old Skullu.
maniak
www.quidamcave.com

 ROMOWE RIKOITO
"Austradeiwa"

Ars Benevola Mater
Trzecia płyta królewieckiego Romowe Rikoito nie powinna zawieść zwolenników kapeli. Wypełnia ją muzyka taka, jaką znamy z poprzednich albumów formacji, romantyczno-nostalgiczna, smutna, bazująca na klimacie i klasycystycznych aranżacjach. Wciąż to muzyka mająca wiele wspólnego z dokonaniami Current 93. Prowadzą akustyczna gitara i głos wokalisty, w tle sekcja smyczkowa plus flet i damskie wokalizy w chórach. Jeśli ktoś jeszcze nie ma dość tego typu natchnionego nudziarstwa, przesiąkniętego mistyką i tęsknotą za czasami, które dawno minęły, to polecam. Gościnnie w jednym z nagrań pojawił się Count Ash z innej cenionej w tych samych kręgach rosyjskiej grupy, Moon Far Away.
maniak
www.arsbenevolamater.com

 SCARLET'S REMAINS
Alice In...

Zajebisty gotycko-punkowy czad! Sekcja rytmiczna grzmoci ciężko i gęsto, jak to robiono za najlepszych punkowych lat, gitara ostra, jak i ostry sposób śpiewania wokalistki Eveghost, zaangażowane teksty, gotycki klimat i melodie. Muzyka jakby wczesne Mephisto Walz i Siouxsie and the Bansees skrzyżować z Warsaw i wczesnym punkowym New Model Army, plus trochę z GBH, Exploited, The Germs czy Dead Kennedys. Te piosenki kopią swoją dynamiką. Gothic-punk na całego, który zawdzięczamy m.in. Johanowi Schumannowi, byłemu muzykowi Mephisto Walz i Christian Death, oraz Tony'emu Havocovi, bębniącemu w Voodoo Church, a wcześniej w Fear Cult. Kwartet daje równo do przodu i jest i "doom", i "gloom". Super!
maniak
www.scarletsremains.com

 LOS TRABANTOS
"Między rabarbarem a pomidorem"

Silencio Records
Urokliwa płyta warszawskiego zespołu złożonego w czterech piątych z dam. Dziewczyny wraz z ułamkowym męskim wsparciem naginają jak trzeba, ich kompozycje są proste, ale melodyjne i chwytliwe. Los Trabantos grają raczej po punkowemu, ale w ich muzyce pełno jest wtrętów nowofalowych czy nawet zimnofalowych, a podszyte ironią teksty, przewrotne, ale kobieco ciepłe nawet gdy nieco wulgarne, oscylują między melancholią i liryzmem a wkurwieniem na świat. Warszawska załoga gra po prostu bardzo dobre piosenki, których prosta struktura nie kłóci się z inteligentną treścią. Za sprawą partii saksofonu ich muzyka kojarzy mi się często z czeskimi zespołami nowofalowymi, np. z Zuby Nehty albo Tornado Lue (to akurat chyba Słowacy), ale Polacy grają surowiej i bardziej po punkowemu niż wspomniane kapele. Gdy słucha się wciąż rzeczy śpiewanych po angielsku, to naprawdę miłą odmianą jest, gdy w końcu bez problemu można zrozumieć tekst, w dodatku gdy są to tak dobre, inteligentne i dowcipne teksty.
maniak
www.lostrabantos.net
płyta dostępna jest m.in. w sklepie serpent.pl

 VILLA VORTEX
MCD, wyd. własne
I jeszcze jeden postpunkowy zespół francuski, nawiązujący do najlepszych wzorców tamtejszej zimnej fali. Villa Vortex gra ostrą muzykę, w której klimat Joy Division przenika się z agresywnością Killing Joke, a brzmienie wokalu i melodyka kompozycji każe myśleć o jednej ze sztandarowych francuskich gotyckich grup lat 90., Lucie Cries. Jest więc melodyjnie i energetycznie, choć purystom może trochę przeszkadzać brzmienie gitary, czasami ocierające się o rejony metalowe (ale nie bardziej niż ma to miejsce chociażby na ostatniej płycie Killing Joke). W wypadku tego zespołu znowu nie mamy do czynienia z debiutantami. Część muzyków formacji tworzyła wcześniej nowofalowy zespół Silence Hospital, który między rokiem 1996 a 2002 wydał 3 epki. W swojej biografii zespół wspomina jeszcze o strasznym pożarze, który pochłonął cały jego sprzęt wraz z salą prób i utworami zarejestrowanymi z myślą o debiutanckim singlu. Jak jednak widać, grupa podźwignęła się po tej katastrofie. Zuch!
maniak
www.villavortex.com

 VIOLATORS
"The No Future Years"

Captain Oi!
Violators to jeden z tych brytyjskich zespołów z początku lat 80., które do dzisiaj klasyfikuje się jako typowo punkowe. I chociaż takie stylistyczne podporządkowanie na pewno nie mija się z prawdą, określenie "gotycko-punkowe" prawdopodobnie pasowałoby trochę lepiej. Jak dowodzi płyta "The No Future Years", Violators stricte punkowi byli tylko w dwóch piosenkach. Reszta kompozycji bliższa jest stylistyce Skeletal Family czy takich formacji jak
The Charge, Action Pact, The Dark i The Outcast, czyli kapel tak jak Violators od punka zaczynających, ale których wiatry z biegiem lat zawiały w rejony bliższe gotykowi i nowej fali. "The No Furture Years" to składanka singli; orkiestrze nie udało się nagrać albumu. Mamy więc ostre gitary, przestrzenne, bazujące na kotłach rytmy i melodyjne wokale męskie i damskie, wyśpiewujące buntownicze, agresywne teksty. Same równe kompozycje, w sumie w liczbie szesnastu, a jeżeli chodzi o formę edytorską płyty, to gruby booklet z tekstami i ich omówieniami, historią zespołu i zdjęciami grupy. Naprawdę warto mieć to wydawnictwo, bo zarówno forma, jak i zawartość pierwsza klasa.
maniak
www.captainoi.com
płyta dostępna jest m.in. w sklepie serpent.pl



      alternative.pop


mroki.serpent.pl