recenzje:
październik 2006
czerwiec 2006
maj 2006
styczeń 2006
wrzesień 2005
czerwiec 2005
maj 2005
kwiecień 2005
marzec 2005
grudzień 2004
listopad 2004
sierpień 2004
lipiec 2004
czerwiec 2004



/jesień 2005/


/zima 2003/


/zima 2002/


/wiosna 2002/


/zima 2001/


/lato 2001/





[Rozmiar: 3870 bajtów] LA CASA USHER
"De vuelta a casa"
wyd. własne
Kolejny powrót po latach, konkretnie po dziesięciu latach nieistnienia. Kolejny świetny powrót. La Casa Usher pochodzą z baskijskiego miasta Bilbao, gdzie działali od 1987 do 1994 roku. Udało im się wtedy nagrać winylową EP-kę i kasetę demo, ale też mocno zaistnieć w świadomości fanów hiszpańskiego after-punka. Gdy w 2004 roku zespół postanowił zejść się ponownie, spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiki. W efekcie kapela zarejestrowała swoje stare i nowe nagrania i wydała je własnym sumptem na "De vuelta a casa". La Casa Usher ma olbrzymi potencjał. Oprócz tego, że brzmi mrocznie i po gotycku post-punkowo, to przy tym prezentuje fascunującą lekkość kompozycji. Tak więc będąc rasowym gitarowym gotyckim zespołem, orkiestra śmiało może trafiać i do szerszego kręgu słuchaczy. Świetne melodie, piękna atmosfera, chwytliwe refreny. I mrok, i klimat, i przebojowość. Gotyk, pop, trochę nawiązań do psychodelii, troszkę rock’n’rolla, trochę klasycznie brzmiącego rocka, a wszystko zmieszane tak, że palce lizać. Hiszpańskie zespoły mają coś wyjątkowego w sobie. La Casa Usher jest kolejnym tego dowodem.
maniak
www.myspace.com/lascasausher

NICK CAVE AND THE BAD SEEDS
"B-sides & Rarities"
Mute
Płyta wyszła dość dawno i nie wątpię, że wszyscy zainteresowani o tym wiedzą. Recenzja byłaby raczej niepotrzebna, gdyby nie jedna sprawa, ale o tym na końcu. Na razie zachęta dla niezdecydowanych w stosunku do tego wydawnictwa. Jak nic warto kupić ten trzypłytowy box. Od cholery tu piosenek ciężko dostępnych gdziekolwiek indziej. No bo kto ma flexi disk sprzedawany tylko na koncertach The Bad Seeds z utworem "Scum" albo flexi disc dodany do magazynu Reflex z utworem "Rye Whiskey"? A cały album wyładowany jest takimi perełkami... A teraz refleksja – czy wydanie tych wszystkich trudnych do znalezienia kawałków było tylko gestem w kierunku fanów, cierpiących z powodu nie posiadania w swojej kolekcji wszystkich utworów Cave’a, czy także zamknięciem jakiegoś etapu przez artystę? Otóż Cave ma nową grupę. Co prawda nowych twarzy tam się nie znajdzie, tylko weteranów z The Bad Seeds, ale czy obranie nowej nazwy nie jest tym bardziej wymowne? Grinderman, tak nazywa się kapela. Płyta, na której znajdzie się trzynaście utworów, już została nagrana i ma się ukazać w marcu. Grinderman ma swoją stronę na majspejsie i tam można posłuchać dwa z nich, "No Pussy Blues" i "Get It On". Ależ to wygar! Koniec z balladami! Cave powraca do czasów The Birthday Party. Brudne brzmienie, wariackie rytmy i gitarowa ściana dźwięku. Kto by się spodziewał, a jednak. Jeśli tak będzie brzmiał cały album, to będzie to absolutny killer. Nie mogę się doczekać!
maniak
www.myspace.com/grinderman
płyta dostępna m.in. w sklepie serpent.pl

[Rozmiar: 3332 bajtów] CRISIS
"Holocaust Hymns"
Apop Records
Podczas gdy wspomniany powyżej album Grinderman może być killerem, to niniejszy album JEST killerem, a zawiera nagrania sprzed ponad ćwierćwiecza! Wszystkie piosenki jednej z najlepszych jak dla mnie punkowych grup w historii zebrane na jednym CD (faktem jest, że nie po raz pierwszy, ale poprzednia edycja ukazała się wiele, wiele lat temu). Punk mroczny i melodyjny, swoim brzmieniem zapowiadający zimną falę i gotyk. Grupa, którą tworzyły same przyszłe legendy: Douglas P (Death in June), Tony Wakeford (Death in June, Sol Invictus), Lester Jones (zespół Andiego Sexganga oraz Carcrash International – czyli kapela Dave’a Robertsa z Sex Gang Children), Luke Rendall (Theatre of Hate). Muzyka prześwietna, praktycznie hit za hitem, warta uwagi książeczka z wieloma zdjęciami kapeli. Smaczku całej historii dodaje fakt, że Crisis był postrzegany (a może raczej po prostu taki był) jako skrajnie lewacki i antynazistowski, a od lat dokładnie odwrotne poglądy (zresztą moim skromnym zdaniem niesłusznie) przypisuje się Douglasowi P i, w mniejszym stopniu, Wakefordowi. I jeszcze jedna ciekawostka – jeden ze sztandarowych utworów wczesnego, zimnofalowego jeszcze wówczas, Death in June, "All Alone In Her Nirvana", został skomponowany dla Crisis. A skoro recenzję wcześniej wspominałem The Birthday Party, to dodam, że debiut sceniczny Death in June miał miejsce właśnie przed występem kapeli Nicka Cave’a. Wracając do "Holocaust Hymns" – mus!!!
maniak
www.apoprecords.com

CYTADELA
"Królowa śniegu"
Sonic Records
Najlepszym weryfikatorem jakości albumów jest czas. Przesłuchuję płytę, podoba mi się, doceniam ją, a potem nigdy po nią nie sięgam – zawsze znajduję coś fajniejszego do przesłuchania. To jedna strona medalu. Z drugiej strony, gdy myślę o takich krążkach, czy nie powinienem się ich pozbyć, to jednak mi żal – w gruncie rzeczy są przecież fajne i nie chciałbym być pozbawiony możliwości powrotu do nich, jeśli najdzie mnie taka ochota. Przygotowując się do zrecenzowania "Królowej śniegu", przeczytałem pochodzącą sprzed ponad roku własną recenzję poprzedniej płyty Cytadeli, "Gdy idę przez most", która była entuzjastyczna w tonie. I naszła mnie refleksja, czy nie przesadziłem z pochwałami, skoro przez ostatni rok zaledwie dwa razy pomyślałem, żeby posłuchać tego krążka. Czy można tak przychylnie traktować album, którego potem nie chce się człowiekowi włączyć? I czy na temat "Królowej śniegu" mogę znowu napisać dobrze, skoro mam tę płytę od równo dwóch tygodni, a dopiero konieczność napisania recenzji skłoniła mnie do jej drugiego przesłuchania (pierwszy raz nastąpił zaraz po fakcie jej otrzymania)? No więc słucham tego albumu i wiem, że w przyszłości nie będę go często słuchał, być może będą mijały lata, a on nietknięty tkwił będzie na półce, ale, do cholery, to jest dobra płyta, chyba nawet lepsza od "Gdy idę przez most". Prosta muzyka – tylko głos, gitara, bardzo oszczędne bas i perkusja plus trochę elektroniki. Kompozycje przestrzenne, ascetyczne, eleganckie. Granie transowe, oparte na powtórzeniach. Mroczna nowa fala flirtująca z popowymi melodiami, skażona oniryczną psychodelią. A wszystko ma swoją logikę – odpowiedni nastrój, mądrze zaaranżowane utwory, niegłupie teksty, dużo lepsze niż te na poprzednim albumie. Każda piosenka wyrazista, charakterystyczna, żadnych zapchajdziur (no może nie do końca potrzebne dodatkowe wersje dwóch spośród piosenek, tzw. radio edit). Muzyka, która raczej nie ma szans na dotarcie do innej publiki niż ta czująca sentyment do polskiej nowej fali lat 80., nawet jeśli brzmiąca nowocześnie. Cóż, wszystkim i tak nie można się podobać. A tak swoją drogą, to ciekawy jestem, czy Cytadeli uda się zrealizować swój chytry plan, na którego ślad właśnie wpadłem. Na pierwszej po reaktywacji płycie pod trayem wydrukowano literę "C", na drugim albumie "Y", wygląda więc na to, że czeka nas jeszcze 6 albumów kapeli, by jej nazwa została ułożona do końca. Czego wszystkim zainteresowanym życzę.
maniak
http://www.cytadela.com
płyta dostępna m.in. w sklepie serpent.pl

[Rozmiar: 5679 bajtów] FRESHKILLS
"Creeps and Lovers"
Arclight Records
Są aroganccy zupełnie w stylu indie-gwiazdek z Wysp Brytyjskich, które prześcigają się w dogadywaniu swoim kolegom po fachu i wychwalaniem własnych bandów jako najlepszych na świecie. Na majspejsie ogłosili, żeby kapele, które nie przypominają The Birthday Party lub Black Flag wypchały się i przestały im zawracać dupę zapytaniami o dodanie do listy przyjaciół. Są też autorami pomysłu, żeby każde większe miasto miało cover-band The Birthday Party. Poza tym świetnie grają i pochodzą z Nowego Jorku, a nie z Wysp, a te ich napastliwe wypowiedzi łagodzi mocno ironiczny ton, w jakim zostały one utrzymane. A grają z furią, z kopem i z pasją. Ich twórczość to fuzja dokonań The Birthday Party, post-hardcore’a w stylu Girls Against Boys, Fugazi czy Jesus Lizard, nowego post-punka okolic The Liars z czasów ich dwóch pierwszych albumów. Jako ich bezpośrednich muzycznych pobratymców, jeśli chodzi o zespoły docenione w Coldzie, powinno się wymienić Turn Pale, Kittens for Christians i Bellmer Dolls. Dużo hałasu, ale i chwytliwych melodii, granie szybkie, ale nie pozbawione z lekka melancholijnego klimatu, olbrzymi temperament. Że też te wszystkie "indie" pisemka i serwisy nie lansują takich wykonawców pod hasłem "indie", zamiast całej tej popowej popeliny ubranej w jednakowe, przyciasnawe pseudoalternatywne mundurki.
maniak
www.fresh-kills.com

[Rozmiar: 7536 bajtów] GHOULTOWN
"Bury Them Deep"
Zoviet Records
Miało już nie być Ghoultown. Ze dwa chyba lata temu Count Lyle i spółka w związku z brakiem wydawcy i trudami w prowadzeniu zespołu bez wsparcia wytwórni ogłosili zakończenie działalności. Natychmiast też w tym samym składzie, w którym grali jako Ghoultown, powołali do życia kapelę o nazwie Maltoro. Minęło trochę czasu i okazało się, że zmiana nazwy była zupełnie bez sensu. Skoro się gra wciąż tak samo i z niezmienionym personelem, to po co komu nowa nazwa? No i fantastycznie, że Ghoultown istnieje. Nie ma drugiej takiej grupy, która łączyłaby klimat Dzikiego Zachodu z horrorem, a muzykę meksykańskich mariachi i country z mrocznym rock’n’rollem z piekła rodem. Na swojej trzeciej dużej studyjnej płycie Teksańczycy brzmią jak zwykle świetnie, z tym że w kilku utworach trochę mocniej, bardziej hard-rockowo niż na poprzednich wydawnictwach. Wciąż jednak podstawą jest miks country i rock’n’rolla, dbałość o klimat i zgrabne melodie. No i wokal Count Lyle’a – głoszącego zagładę jeźdźca znikąd. Ghoultown z równą łatwością może trafić w gusta tak psychobillowców, jak deathrockowców, choć nie napiszę, że fanów country też, bo dla rednecków to jednak byłoby chyba za dużo. Kto jednak nie gardzi mrocznym rock’n’rollem i filmami Sergio Leone, ten bez wahania powinien sięgnąć nie tylko po "Bury Them Deep", ale po wszystkie płyty orkiestry z Teksasu.
maniak
www.ghoultown.com

[Rozmiar: 3253 bajtów] J.HORROR
"Chic-o-billy de lujo"
Resurreccion
Jednym słowem to, co gra J.Horror, na co dzień jeden z filarów dość popularnego w Hiszpanii horror-popowego zespołu Baby Horror, można by nazwać gothabilly. Surf i wczesny rock’n’roll plus muśnięcie punku, dużo diabelskich pogłosów, horrorowych wstawek i, ogólnie, zombiaszczy, pachnący świeżo rozkopaną ziemią "creepy" klimat. Trochę jak Cult of the Psychic Fetus, trochę jak The Cramps, trochę jak Gein and the Graverobbers, trochę jak Deadbolt, ale zdecydowanie po swojemu. Mroczy hołd oddany wczesnemu rock’n’rollowi i śmieciarskim horrorom. Polecam.
maniak
www.babyhorror.com

[Rozmiar: 4951 bajtów] KOFFIN KATS
"Straying from the Pack"
Psychobilly US / Hairball 8
Trzecia płyta amerykańskiego tria jest zarazem trzecią, którą recenzuję na łamach Colda. I kolejny raz nisko chylę czoła przed zespołem. Osiem piosenek ze "Straying from the Pack", odegranych w 16 minut, nacechowanych jest niesamowitą energią, świetnym brzmieniem, morderczym klimatem i wypełnionych super melodiami. Absolutnie powalający swym głosem jest wokalista orkiestry, mogący kojarzyć się z Dave’em Vanianem, porywają kunsztem instrumentaliści. Siarka, krew i gładkie melodie. Punk-rock, mrok i szatański rock’n’roll. Bomba! A atomową bombą tego wydawnictwa jest utwór "Buzzkill Bitch"!
maniak
www.theofficialkoffinkats.com

PLUSH INSANE
"And Even If I Would Want I Can Regret Nothing"
wyd. własne
Nowa deathrockowa ekipa z Berlina, w której składzie znajdują się m.in. byli muzycy The Chain (grupy mocno zainspirowanej The Cure) oraz znany z kalifornijskich Hatesex i Diva Destruction Benn Ra. Na debiutanckim wydawnictwie kapeli znalazło się pięć kompozycji opartych na mocnym bicie żywej perkusji podrasowanej elektronicznymi dodatkami i ostrej gitarze. Granie melodyjne, o chwytliwych liniach wokalnych, z jednej strony wywodzące się z tradycji nawiązującej do wczesnego Christian Death i podążających tą drogą formacji takich jak Eat Your Make Up, Martyr Whore czy Bloody Dead and Sexy, z drugiej strony mocno zahaczające o glam-rocka, czyli mamy tu i coś z Bowiego, i z Hanoi Rocks. Orkiestra bardzo sprawna plus perfekcyjnie wystylizowany image. Niemiecka solidność, bez brawury czy nutki szaleństwa.
maniak
www.plush-insane.com



   alternative.pop


mroki.serpent.pl